Felieton subiektywny: Marsz Niepodległości przetrwa!

Felieton subiektywny: Marsz Niepodległości przetrwa!

Środowa decyzja Hanny Gronkiewicz – Waltz w sprawie zakazu organizacji Marszu Niepodległości, wbrew pozorom, ma jeden plus – postanowienie wydane przez panią Prezydent Warszawy… zrzuciło maski z 40 milionów twarzy. Za chwilę przekonamy się kto jest kim.

Polowanie Platformy Obywatelskiej na patriotów uczestniczących w corocznych pochodach trwa niemal od początku istnienia marszu. Prawdziwa nagonka ruszyła po zwycięstwie PO w wyborach parlamentarnych w 2011 roku. W ślad za prowokacyjnym zachowaniem policji, sprawę agresywnych uczestników umiejętnie podgrzewano w podległych mediach – dziennikarze TVN na bieżąco grillowali starcia chuliganów z mundurowymi, spychając w ten sposób na margines zdecydowaną większość pokojowo nastawionych uczestników imprezy. Korzystając z nieograniczonej władzy, patriotyzm strącono na poziom rynsztoka – stał się on powodem do wstydu i obciachu. Jednocześnie maglowano ludzi cudowną balladą o “zjednoczonej Europie”. Propaganda zdała egzamin, zatem obóz Donalda Tuska, uzależniony od polityki niemieckiej, nie musiał sięgać po tak abstrakcyjne sformułowania jak “faszyści” czy “naziole”. Tą wersję wdrożono teraz, kiedy Platforma nie może już pacyfikować Marszu Niepodległości rękami policji a bajeczna Europa zaczyna być kojarzona z degeneratami spod sierpa i młota.

Tłumienie kolejnych marszów, nasączonych jednak coraz większym wydźwiękiem patriotycznym, nie przynosiło pożądanych skutków. Organizatorzy coraz śmielej informowali opinię publiczną o przekroczeniach uprawnień przez policję. Wzmacniali nie tylko potencjał ludzki ale też przygotowanie pod kątem prawnym. Z uwagi na ówczesny układ polityczny, wszelkie postępowania dotyczące nadużyć ze strony policji były, rzecz jasna, umarzane. Zastraszanie społeczeństwa i tworzenie mrocznej atmosfery w mediach… wciąż przynosiło jednak skutek odwrotny – zainteresowanie marszem rosło. Szukano więc innych środków zaczepnych aby utrzymać Polaków w przekonaniu, że po Warszawie biegają chuligani, nie mający nic wspólnego z miłością do Ojczyzny. Wabikiem na uczestników marszu miała być m.in. tęcza zainstalowana na Placu Zbawiciela. Udało się – symbol miłości i tolerancji (w rzeczywistości ukłon w stronę lobby LGDB) spłonął podczas Marszu Niepodległości 11 listopada 2013 roku. Tego dnia spłonęła również budka przy Ambasadzie Rosji w Warszawie.

Dewastację tęczy krytykował Robert Winnicki, współorganizator marszu – oczywiście głos prezesa Ruchu Narodowego rozpłynął się w medialnym jazgocie. Pod dywan zamieciono również kwestię rzekomego zlecenia przez ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza podpalenia budki na terenie ambasady. Prowokacja wypłynęła na światło dzienne dopiero w ujawnionej rozmowie szefa CBA, Pawła Wojtunika z minister Elżbietą Bieńkowską w ramach tzw. „afery podsłuchowej”, 18 maja 2015 roku. W zamian, na Moście Poniatowskiego w Warszawie, policja legitymowała nawet ojców wracających w towarzystwie dzieci z kolejnego marszu. Dzięki mediom, uwięzionym pod butem Platformy Obywatelskiej, Polacy wciąż zatem mieli przed oczami bandytów kryjących się za kominiarkami. Fenomen Marszu Niepodległości pęczniał, po raz kolejny opierając się gorzkiej narracji lewicy. Oddolna inicjatywa polskich patriotów zyskiwała coraz większe uznanie, zarówno w Polsce jak i na świecie. Rząd Donalda Tuska zapomniał o tym, że w ujęciu historycznym Polacy wielokrotnie uciekali spod topora – zaprawili się choćby w walce z XVIII wieczną germanizacją czy stawiając opór komunistom w okresie stanu wojennego, ogłoszonego w grudniu 1981 roku. Te niezwykłe postawy stanowią przecież wzór dla Narodowców – to pomogło im utrzymać marsz przy życiu.

Porażka Platformy Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych 25 października 2015 roku, diametralnie zmieniła oblicze Marszu Niepodległości. Tego samego roku w Warszawie maszerowało już około 70 tysięcy ludzi, choć w niektórych mediach mówiło się nawet o 100 tysięcznej armii patriotów. Przeobrażono strategię policji, która nie wychodziła już na przeciw uczestników lecz niemal niezauważalnie zabezpieczała boczne peryferia marszu. Podobna liczba uczestników zjawiła się w roku 2016 a jedynym zmartwieniem policji… były race płonące ponad głowami tłumu. W roku 2017, z racji zarejestrowania marszu przez wojewodę mazowieckiego jako imprezy cyklicznej na cztery lata, kontrmanifestacje w pobliżu trasy marszu uznano za nielegalne. Zatrzymano 45 kontrmanifestujących, tymczasem Marsz Niepodległości podtrzymał doskonałą frekwencję, szacowaną na 60 tysięcy ludzi. Był to wyraźny znak dla poprzedników Prawa i Sprawiedliwości, którzy za pomocą sprzyjających mediów, mogli polegać już tylko na głupkowatych hasłach “faszyści”. Nie pomógł również Guy Verhofstadt, poseł parlamentu europejskiego, fanatyczny przeciwnik państw narodowych i zwolennik koncepcji powołania Stanów Zjednoczonych Europy – Mieliśmy 60 tysięcy faszystów, neonazistów, białych suprematystów na ulicach Warszawy. Nie mówię tutaj o Charlottesville w Ameryce, mówię o tym co działo się w Warszawie, stolicy Polski – grzmiał Verhofstadt. Bezsilne kreowanie “faszystowskiego” wizerunku Marszu Niepodległości podziałało na środowiska prawicowe jak płachta na byka. Zamiast klękać przed obelgami, zapowiadano wielką mobilizację na 100 rocznicę odzyskania Niepodległości w 2018 roku.

Docieramy tym samym do środowej decyzji Hanny Gronkiewicz – Waltz. Zakazanie organizacji tegorocznego Marszu Niepodległości, na kilka dni przed 11 listopada, jest niczym innym jak… aktem desperacji, nie tyle samej Prezydent ale przede wszystkim całego środowiska politycznego związanego z Waltz. Wyczerpano bowiem wszelkie narzędzia, które dotychczas wzbudzały wątpliwości Polaków co do przejrzystości marszu. Internauci, zamiast bronić tęczy, coraz częściej przypominali o grzechach Platformy – wtargnięciu agentów ABW do redakcji “Wprost” w 2014 roku czy o strzelaniu do górników zimą 2015 roku. Do głosu doszły również media sprzyjające prawicy – Byłem na Marszu, nie życzę sobie, by ktoś nazywał mnie i mojego syna faszystą – mówił poseł Kukiz’15, Marek Jakubiak w jednej ze stacji telewizyjnych. W okresie rządów Donalda Tuska, taka wypowiedź trafiłaby do kosza. Dzisiaj nikt nie traktuje już poważnie prowokacyjnych wpisów takich tuzów dziennikarstwa jak Tomasz Lis – jego konto w portalu Twitter odwiedza garstka zwolenników a sam dziennikarz… boi się zaglądać na polskie stadiony. Dyskrecja policji w trakcie kolejnych edycji marszu, już za rządów PiS, oraz politowanie społeczeństwa dla idiotycznej propagandy zmierzającej do sfaszyzowania imprezy, sprawiły, że w środę, wisząca na włosku “demokratyczna” maska Platformy Obywatelskiej, wreszcie runęła i roztrzaskała się z hukiem.

Były obóz rządzący przegrał i podkreślił jedynie, że kompletnie nie liczy się z wartościami, które od wielu pokoleń utrzymywały Polaków przy życiu. Wścieklizna Platformy uderzyła nie tylko w zwykłych Polaków ale również w poważne instytucje państwowe – Nie było z nami żadnych rozmów ze strony prezydent Warszawy o zakazaniu Marszu Niepodległości, nie było też pytań co do możliwości zabezpieczenia z naszej strony. Informacja jest dla nas ogromnym zaskoczeniem – mówił w środę rzecznik Komendy Stołecznej Policji, Sylwester Marczak. Wrzucając granat w szambo, Hanna Gronkiewicz – Waltz nie powstrzymała Narodowców, którzy jeszcze bardziej mobilizują się przed niedzielną wizytą w stolicy. Prezydent miasta wbiła za to gwóźdź do trumny Platformy Obywatelskiej. Całe towarzystwo skupione wokół Tuska, jawnie popierające decyzję Waltz, automatycznie wyparło się swojej narodowości. Odcięło się od Świętej Ojczyzny, która w ostatnich latach ponownie rozgrzewa serca Polaków. W środę, 7 listopada 2018 roku, dowiedzieliśmy się, że Platforma Obywatelska, wspierana przez Nowoczesną, PSL i środowiska lewicowe… jest obcą komórką, służącą zewnętrznym siłom antypolskim, zniesmaczonym na widok odradzającego się patriotyzmu nad Wisłą. Co, w tej sytuacji, można powiedzieć wyborcom PO? – Ludzie którzy głosują na nieudaczników, złodziei, zdrajców i oszustów nie są ich ofiarami. Są ich wspólnikami – znakomity cytat z George’a Orwell’a w zupełności wystarczy.

* * *

Zrozumiała reakcja środowisk patriotycznych, a zwłaszcza ludzi bezpośrednio związanych z Marszem Niepodległości, była tym bardziej wymowna, że Gronkiewicz – Walzt zdyskredytowała obchody 100 rocznicy odzyskania Niepodległości, w przededniu imprezy przygotowywanej od wielu miesięcy – co, rzecz jasna, również nie było przypadkowe! Wcześniej pani Gronkiewicz ostrzegała tylko, że przerwie marsz jeśli w trakcie dojdzie do przejawów nienawiści – jak widać, w analogii do całej Platformy, Prezydent Warszawy wykazała się marnym poczuciem… honoru. Celem warszawskiego ratusza, szczekającego na zawołanie Platformy i Brukseli, było nie tylko uderzenie w marsz ale też rozsianie fetoru i bajzlu w całym kraju. Znów zamierzano strącić patriotyzm do rynsztoka. Udało się, ponieważ postanowienie Hanny Gronkiewicz-Waltz rozgrzało Polaków do czerwoności, wytrącając na margines najważniejsze idee niepodległościowe. Nadal jednak nikt nie zniechęcił się do obchodów. Przeciwnie – Gdzie byłaś Hanka kiedy feministki przerabiały znak Polski Walczącej na cycki! – pytali internauci. Kluczowe zatem było wieczorne spotkanie Prezydenta Andrzeja Dudy z Premierem Mateuszem Morawieckim. W dużym pośpiechu ustalono, że w najbliższą niedzielę, pod patronatem Prezydenta, ulicami Warszawy przejdzie “wspólny, biało – czerwony marsz” i będzie on organizowany przez rząd. Z jednej strony, takie stanowisko głowy państwa daje uczestnikom parasol ochronny, zwłaszcza pod kątem prawnym. Sprawia, że w Warszawie w ogóle zaistnieje szansa na organizacje marszu o dotychczasowym zasięgu. Nie obeszło się jednak bez kontrowersji i trudnych pytań pod adresem Prezydenta Dudy.

Co wzbudziło niesmak skrajnej prawicy? – Marsz będzie miał charakter uroczystości państwowych, w związku z tym wszystkie inne marsze, które ewentualnie mogłyby przebiegać tą samą trasą nie mogą mieć miejsca – ogłosił rzecznik prezydenta, Błażej Spychalski, po spotkaniu Dudy z Premierem Morawieckim. Kancelaria Prezydenta uchyliła jednak furtkę Narodowcom informując, że zaprasza ona “wszystkie środowiska” do udziału w niedzielnym marszu. Reakcja organizacji prawicowych nie przejawiała jednak bezgranicznego zaufania do Prezydenta, a wręcz pogłębiła panujący chaos. W przestrzeni publicznej bardzo szybko zarzucono A. Dudzie, że nie czekał on na decyzję sądu, po tym jak organizatorzy Marszu Niepodległości zapowiedzieli złożenie odwołania od decyzji Gronkiewicz – Wykonywanie jakichkolwiek ruchów bez uzgodnienia z organizatorami Marszu Niepodległości może dodatkowo skomplikować sytuację prawną – pisał Krzysztof Bosak z Ruchu Narodowego.

Spora część środowisk poszła jeszcze dalej, zarzucając Dudzie i Morawieckiemu, że zawłaszczyli oni inicjatywę, którą od tylu lat i pomimo wielu problemów, pielęgnowała polska młodzież. W wielu opiniach, operacja była efektem… współpracy PiS’u z Platformą Obywatelską, ze względu na wzrost popularności środowisk narodowych w Polsce! Do Prezydenta apelował również Robert Bąkiewicz (ONR), prosząc o wstrzymanie się z decyzją, zanim sąd zadecyduje o dalszym rozwoju wypadków. Nie próżnują również środowiska lewicowe, które błyskawicznie rozkręcają pogląd, że Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej staje ramię w ramię z “faszystami”. W uznaniu lewicy – w przypadku awantur to Andrzej Duda poniesie konsekwencje. W internecie ponownie krążą informacje o prowokacjach wobec uczestników marszu. Skomplikowaną sytuację może pogłębić wspomniana decyzja sądu w sprawie odwołania złożonego przez Narodowców. Co zrobią przedstawiciele władz państwowych jeśli sąd oddali komunikat Hanny Gronkiewicz – Waltz? W czwartek, wczesnym popołudniem, wrocławscy patrioci odetchnęli z ulgą, po tym jak odrzucono zakaz wprowadzony przez prezydenta miasta – marsz popłynie tutejszymi ulicami. Wygląda na to, że być może, największy kocioł jest jeszcze przed nami. Na chwilę obecną trudno zatem dociec… jakie twarze odsłonią Prezydent Duda i Premier Morawiecki – pewnym jest, że igranie ze środowiskami patriotycznymi, i tak już nie sympatyzującymi z PiS, będzie dla tych polityków… biletem w jedną stronę.

Tymczasem Polacy, którzy zamierzali przyjechać do Warszawy, ani myślą o rezygnacji z udziału w Marszu Niepodległości. Mało tego – tylko w czwartek rano otrzymałem kilka zapytań o zorganizowane wyjazdy do stolicy. Z jednej strony jest to sygnał pozytywny, świadczący o mobilizacji wobec haniebnej decyzji Hanny Gronkiewicz – Waltz (choć w moim uznaniu pani Hanka jest tylko pionkiem na antypolskiej szachownicy). Należy jednak spytać: dlaczego dopiero teraz dopytujecie o możliwość wyjazdu do Warszawy? Ktoś musiał Wam splunąć w twarz aby nastąpiła patriotyczna pobudka? Powstrzymam się jednak od dalszej krytyki, bo w tak napiętej sytuacji każdy nowy udział w niedzielnym zgromadzeniu będzie teraz na wagę złota. Być może wielu z nas potrzebuje solidnego kopniaka aby zrozumieć, że smartfon i nowa fryzura Zenka Martyniuka to nie wszystko, co może stanowić życiową drogę. Ogłoszenie wyniku Sądu Okręgowego w Warszawie zaplanowano na godzinę 18:30 w czwartek – czas płynie nieubłaganie i, jak wspomniałem, największa zawierucha może dopiero nadejść. Postawa polskich patriotów gwarantuje jednak, że miłość do Ojczyzny pozostaje w stanie nienaruszonym i bez względu na rzeczywiste intencje Prezydenta, przy całkowitym samobójstwie Platformy, przetrwa najgorsze ciosy! Ludzie, którzy za chwilę będą decydować o losach Marszu Niepodległości zapominają, że patriotyzm tkwi przede wszystkim w sercu – udowadniali to przecież nasi przodkowie w nierównej walce z okupantami i bezpieką. Możecie pozabierać nam transparenty, możecie zamknąć nas w policyjnym kordonie ale nie uda wam się rozbroić tego, co płonie w naszych duszach i głowach. Tej maski nie zarwiecie nam nigdy!

Ach! Zapomniałbym od KOD’zie i Obywatelach RP, tak często powołujących się na Konstytucję. Macie szansę się wykazać – Art. 57 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 roku mówi przecież jasno: “Każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich”. Gdzież jesteście “obrońcy demokracji”? Czyżby maski przyrosły wam do skóry? A może zostawiliście je w Brukseli?

  1. Helena

    Panie Julianie! Dzięki za te słowa!!
    Staram się nie odzywać (bo mam tylko jedno konto mailowe:), ale dziś nie wytrzymałam! Jestem pełna uznania!

    Odpowiedz
  2. Wielki SZACUN za felioton !!!!

    Odpowiedz
  3. Bardzo dobry artykuł oby wiecej takich;) szkoda że w Lublińcu zostaje stara gwardia u władzy… Widać że Lubliniec nie chce dobrej zmiany.woli ciąć ukladziki z dylą hehe pajacowanie!

    Odpowiedz
  4. Dodałbym jeszcze, że prawdziwy przebieg marszów mogliśmy zobaczyć i ocenić na podstawie transmisji prowadzonych przez TV TRWAM…

    Odpowiedz
  5. To ja też subiektywnie:
    “Obchody niepodległości będą miały wielki finał. Będzie to finalny akord kompromitacji władzy. W chwili szczególnej, wzniosłej, która powinna nas skłaniać do patriotycznej refleksji, do narodowej zgody, będziemy mieli zamieszki, petardy, przemoc i chaos.
    Hanna Gronkiewicz Waltz wywołała prawdziwą burzę decyzją o zakazie marszu narodowców w 100. rocznicę odzyskania niepodległości. Niezależnie od oceny tej decyzji, zakaz jest sprytną polityczną pułapką, w którą politycy PiS wskoczyli bez wahania. Przejęcie organizacji marszu to kulminacyjny akord w ciągu żenujących kompromitacji władzy związanych z organizacją rocznicy. Decyzja Sądu Okręgowego w Warszawie, uchylająca zakaz, domyka drzwi pułapki. Jarosław Kaczyński, premier Morawiecki i prezydent Duda będą szli na czele pochodu, którego organizatorami są de facto nacjonaliści. Jeszcze niedawno zgodnie odmawiali udziału. Dzisiaj sami postawili się w sytuacji bez wyjścia – ani w marszu pójść, ani odmówić.
    Dla partii politycznej, która wywodzi lwią część swej legitymizacji z polityki historycznej (przywracanie pamięci, wstawanie z kolan, odzyskiwanie godności), 100. rocznica odzyskania niepodległości to prawdziwy dar z nieba. Nie ma bowiem lepszej okazji do zaprezentowania przywiązania do ojczyzny, prawdziwego, żarliwego patriotyzmu i umocnienia mitu, w którym jedynie prawica wyraża prawdziwą duszę narodu. Okazja fantastycznie wpisująca się w wyborczy kalendarz. Na pół roku przed wyborami europejskimi i na rok przez ostatecznym testem w wyborach parlamentarnych można było przywołać wszystkie patriotyczne mity, ożywić narodowe resentymenty, odświeżyć patriotyzm umęczonych ofiar historii i skonsolidować naród wokół wzniosłych haseł jedności i historycznego osamotnienia.
    Nic z tego.
    Program obchodów pruje się w szwach. Z hucznych uroczystości została msza, festyn uliczny i koncert. Dwóch pełnomocników (jeden rządu, drugi Kancelarii Prezydenta) nie zrobiło praktycznie nic, a 240 milionów złotych budżetu rozpłynęło się w niebyt bez śladu. Zapowiadane otwarcie muzeum marszałka Piłsudskiego w Sulejówku nie odbędzie się. Muzeum nie powstało, choć decyzja o jego stworzeniu zapadła już 10 lat temu. Program obchodów wygląda żałośnie. Msza święta, wieńce, w południe odśpiewanie hymnu, wieczorem świeczki w domach.
    To nie tylko niewykorzystana okazja, ale symboliczna klęska prawicy. W oczy bije nieudolność władzy. Jej dobitnym symbolem jest historia marszu 11 listopada. Środowiska nacjonalistyczne wykorzystały Ustawę o Zgromadzeniach Cyklicznych, by zarejestrować swój coroczny Marsz Niepodległości. Prawo i Sprawiedliwość przyklasnęło temu pomysłowi, nie przewidując konsekwencji. A konsekwencje były takie, że dla oficjalnych obchodów zabrakło miejsca. Organizatorzy marszu z monopolistycznej pozycji rozdawali karty, korzystając z pierwszeństwa i wyłączności jakie dają im przepisy ustawy. Wystosowanie zaproszenia do premiera i prezydenta musiało być dla rządzących upokarzające. Upokarzające tym bardziej, że Andrzej Duda kompletnie się pogubił. Najpierw zaprosił wszystkich, opozycję w szczególności, na marsz, którego nie był organizatorem, by potem sam odmówić w nim udziału.
    Podobnie Prawo i Sprawiedliwość – ustami swojego rzecznika – odmówiło udziału w marszu narodowców. Rządząca partia odmówiła, bo nie miała innego wyjścia. Trudno premierowi i prezydentowi obchodzić symboliczną setną rocznicę polskiej państwowości, będąc gościem na cudzych uroczystościach. Nie tylko gościem, ale zakładnikiem. To oni, chcąc nie chcąc, firmują swoją obecnością nieuchronne akty przemocy symbolicznej w postaci rasistowskich haseł i transparentów. To oni stają się elementem “oprawy marszu” wśród rac i dymów, które choć nielegalne, do tej pory jakoś nie wadziły władzy, od teraz kłują w oczy i nos. Trudno wyobrazić sobie oficjalną delegację państwową idącą w tłumie neofaszystów przez most Poniatowskiego. Skoro w poprzednich latach policja odmawiała interwencji wobec ostentacyjnego łamania prawa (wszechobecna zakazana pirotechnika), jak teraz ma zamiar zapewnić bezpieczeństwo najwyższym urzędnikom państwa?
    Błędna decyzja Gronkiewicz-Waltz
    Ciekawe, jak szybko “zwykli, normalni ludzie” i “patriotyczna młodzież” zamienili się w niepożądane towarzystwo. Dlaczego rządzący Polską patrioci nie chcą iść ramię w ramię z “patriotyczną młodzieżą” i “rodzinami z dziećmi” ulicami stolicy w okrągłą rocznicę tak ważnego wydarzenia? Czyżby patriotyzm uczestników marszu, w perspektywie bliższego kontaktu, zaczął cuchnąć mniej wzniośle, zaczął trącić czymś innym? Nacjonalizmem, rasizmem, ksenofobią, przemocą i neofaszyzmem, który można wykorzystywać wtedy, gdy skierowany jest przeciw własnym przeciwnikom: demokratom, liberałom i “lewakom”, ale staje się krępująco niewygodny, gdy przychodzi samemu wziąć w nim udział i maszerować w towarzystwie nacjonalistów i neofaszystów z całej Europy.
    W ten sposób PiS stał się ofiarą własnych kunktatorskich gierek politycznych. Roczna bezczynność policji dała Hannie Gronkiewicz-Waltz doskonały pretekst do wydania zakazu. Pobłażliwość i wsparcie rozzuchwaliły narodowców. Ze sprzymierzeńca błyskawicznie stali się groźnym konkurentem. Flirt z nacjonalistami kończy się spektakularnym blamażem. To oni dyktują warunki. Wobec organizacyjnej kompromitacji władzy to oni w końcu, jako jedyni, zorganizowali masowe uroczystości obchodów rocznicy niepodległości. Przynajmniej do czasu, gdy Hanna Gronkiewicz Waltz nie wydała decyzji o zakazie.
    Wbrew licznym głosom liberalnych komentatorów nie popieram tej decyzji. Z punktu widzenia podstawowych wartości jest to decyzja błędna. Nie można walczyć o przestrzeganie konstytucji, zakazując innym konstytucyjnych praw. Nie można głosić nadrzędności wolności słowa, odmawiając tej wolności przeciwnikom. ONR powinien być zdelegalizowany, ale dopóki jest legalny, jego członkowie mają takie same prawa obywatelskie jak wszyscy. Jeśli oburzamy się na prezydenta Lublina o zakaz Marszu Równości, to nie mamy prawa aprobować zakazu marszu nacjonalistów podjętego z identycznym uzasadnieniem. To czysta hipokryzja.
    Siła liberałów tkwi w autentyczności przekonań. Nie wolno tych fundamentalnych przekonań narażać w tego typu koniunkturalnych rozgrywkach politycznych. Marsze neofaszystów nie mają żadnej wagi wobec niezbywalnych wolności i znaczenia dla legitymizacji obozu demokratycznego, jaką ma obrona podstawowych wartości. Wolność głoszenia poglądów w ramach prawa, wolność zgromadzeń i manifestacji jest bez wątpienia jedną z tych wartości.
    Zakaz wydany przez ratusz sprowokował PiS do przejęcia inicjatywy. Po krótkiej naradzie premier wraz z prezydentem podjęli decyzję o przejęciu marszu jako uroczystości państwowej. Wpadli tym samym w pułapkę, z której nie ma dobrego wyjścia. Bez wątpienia nacjonaliści w marszu wezmą udział niezależnie od tego, kto będzie jego oficjalnym organizatorem. Premier zaprasza wszak każdego, a oni uważają marsz za swój. Nie jest to środowisko skłonne do jakichkolwiek kompromisów, co dobitnie pokazały negocjacje z marszałkiem Karczewskim. Nie zrezygnują z ani z rac, ani z haseł. Mało tego, zrobią wszystko, by zdominować uroczystości. To ich będzie widać w telewizyjnych relacjach z marszu. Obawiam się, że chcąc nie chcąc i prezydent, i premier, i sam prezes w końcu, będą firmowali imprezę, od której chcieli się za wszelką cenę zdystansować. Tym bardziej, że wyrok sądu uchylił właśnie decyzję prezydent Warszawy. Jestem przekonany, że narodowcy zrobią wszystko, by nie dać się “znacjonalizować” politykom PiS. Ta konkurencja będzie sprzyjała eskalacji nastrojów. To nie może się dobrze skończyć.
    Jakże łatwo farsa zamienia się w tragedię
    Chaos pogłębia protest służb mundurowych. Przewodniczący związku zawodowego policjantów stanowczo stwierdził, że policja nie jest w stanie zapewnić porządku i bezpieczeństwa na ulicach. Nie sądzę by Obywatele RP odstąpili od zamiaru zablokowania neofaszystów. Przepis na zamieszki i wizerunkową katastrofę gotowy. Zdaje sobie z tego sprawę Zbigniew Ziobro. Już dziś zaczął szukać winnych: “U podstaw decyzji prezydent Warszawy o zakazie Marszu Niepodległości leżała cyniczna kalkulacja polityczna, obliczona na wywołanie konfliktu i zamieszek”. Gdy do tych zamieszek już dojdzie, co wydaje się nieuchronne, wszyscy: władza, opozycja, narodowcy i próbujący ich zatrzymać aktywiści będą nawzajem obwiniać się o prowokację. Wielkie narodowe święto przerodzi się w groteskę wzajemnych oskarżeń i kłótni. Mit o patriotycznej jedności Polaków odfrunie jak nadęty balon. Trudno będzie politykom władzy uniknąć odpowiedzialności za tę narodową kompromitację. Doniesienia agencji prasowych z całego świata skutecznie pogłębią poczucie hańby. Zamiast godnej radości będą zamieszki. Zamiast jedności – apogeum konfliktu. Zamiast dumy będzie wstyd.
    I tak najważniejsi politycy rządzącej partii wylądowali w najgorszej możliwej sytuacji: na czele pochodu nacjonalistów, migoczącym od nielegalnych rac, głośnym od rasistowskich haseł. Co się stanie, gdy w obliczu nieuchronnego (race, hasła), gdy prezydent Warszawy rozwiąże zgromadzenie? Czy Służba Ochrony Państwa ewakuuje prezesa, premiera i prezydenta z nielegalnego zgromadzenia? Jak zareaguje policja? Kto i w jaki sposób będzie ochraniał najważniejsze osoby w państwie w przypadku wielce prawdopodobnych zamieszek?
    I przypominam: to nie jest zwykły marsz. To jedyne, oficjalne, masowe obchody 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Chwila szczególna, wzniosła, która powinna nas skłaniać do patriotycznej refleksji, do narodowej zgody. Zamiast tego będziemy mieli zamieszki, petardy, przemoc i chaos. Obchody niepodległości będą miały wielki finał. Będzie to finalny akord kompromitacji władzy. Politycy PiS fantastycznie radzą sobie z działaniami pozorowanymi. Po raz kolejny wkopują słupki nieistniejących przekopów, przybijają tabliczki na nieistniejącej stępce statku widmo. Mnożą fantastyczne zapowiedzi wielkich przedsięwzięć i fantastycznych planów.
    Gdy jednak przychodzi do sprawy tak prostej jak organizacja obchodów narodowego święta, nie ma ani pomysłu, ani kompetencji, ani woli. PiS rzutem na taśmę 3 dni przed obchodami usiłuje odzyskać marsz, by zachować twarz. Nie trzeba być jasnowidzem, by przewidzieć, jaki koniec zwieńczy to dzieło: kompromitacja. Mam tylko nadzieję, że wojsko, które ma organizować (zabezpieczać?) te obchody, nie będzie miało ostrej amunicji. Jakże łatwo farsa zamienia się w tragedię.”
    Jakub Bierzyński

    Odpowiedz
    • Brawo… Jeden z niewielu sensownych i argumentowanych głosów pod tą dyskusją. Może się nie podobać piszącym tu autorom, ale jest bardzo dobrym opisem sytuacji i jakże trafnym. Zwłazcza dziś patrząc na to jak rozegrano ten marsz, gdzie “biało-czerwony” składał z oficjeli, wojskowych, harcerzy i pewnych osób, które udało się przekonać, a ten zorganizowany przez narodowców, idący kilometr za nimi był wielokrotnie liczniejszy. Wyszło robienie wszystkiego na ostatnią chwilę, na odczepne. Jeśli PiS myślał, że przeciwnicy na scenie politycznej zapomną na jeden dzień to, jak rządząca partia zachowuje się wobec nich przez cały rok i odpowiedzą pozytywnie na zaproszenie pod hasłami zgody, tylko po to, by rządzący mogli sobie już jutro to wykorzystać do własnych gierek politycznych pod kątem “stworzyliśmy marsz ponad podziałami politycznymi!”, to oberwali kubłem zimnej wody. Nikt trzeżwo myślący nie chciał się przyłączać do tej zorganizowanej naprędce klapy wizerunkowej. Bo dlaczego miałby swoją twarzą tego potworka legitymizować? Coz tego, że mamy albo marsz PiSu albo marsz Narodowców? To jak wybór między dżumą a cholerą. Można się było zająć organizacją na wiele miesięcy wstecz, ale pokpiono sprawę. Teraz się to mści. Jeśli ktokolwiek uważał, że PSL, PO, Nowoczesna dołączą do marszu po tym gdy nawet na kilka dni wcześniej nadal się na nich w parlamencie pluje, to był niespełna rozumu. PSLowcy wprost to nawet powiedzieli do kamer. Okazało się po raz kolejny, że na stopniu samorządowym wiele imprez, spotkań, działań w całym kraju. Przedstawiciele innych krajów potrafią uczcić 100-lecie naszej niepodległości, nieraz w bardzo kreatywny sposób. A nasz rząd, na stopniu krajowym, nie potrafi zaplanować i zorganizować kompletnie nic bez podstawiania sam sobie nogi. Nie da się tego określić inaczej niż blamaż.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.