Australia płonie!

Australia płonie!

Taki alarm i zdjęcie kontynentu „w ogniu” obiegło cały świat.

Dociekliwość uczciwych dziennikarzy sprawiła, że już wiemy: obraz płonącej Australii nie jest zdjęciem wykonanym z kosmosu, ani też efektem nałożenia kolejno wykonanych zdjęć, ale „jest artystycznym odwzorowaniem danych NASA Fire Information for Resource Management Systems (FIRMS) za ostatni miesiąc” – to słowa twórcy tej wizualizacji Anthony’ego Hearseya.

Wojciech Mucha w artykule zatytułowanym „Trawiący ogień dezinformacji” (Gazeta Polska, 15.01.2020, s. 38-39) nie tylko dementuje kłamstwo związane z publikowanym „zdjęciem płonącej Australii”, ale także weryfikuje prawdziwość danych przekazywanych przez internetową mapę pożarów na świecie (globalforestwatch.org). Na mapie widać płonące: Australię, duże obszary Amazonii i Afryki. Widać alarm pożarowy w południowej Polsce – i to zostaje sprawdzone. Okazuje się, że zdjęcia satelitarne jako otwarte pożary, mogą też pokazywać zakłady przemysłowe emitujące ciepło i dym z kominów (Huta Katowice, oddz. Arcelor Mittal Poland w Zdzieszowicach, Opolrem Sp.z o.o. w Choruli, huta w Trzyńcu).

Ile jeszcze takich nadinterpretacji można dokonać w oparciu o tę mapę i stwierdzić, że świat płonie?

Wojciech Mucha podsumowując, stwierdza: „Faktem jest, że poprzez podawanie nieprawdziwych, zmyślonych i zmanipulowanych informacji skutecznie odpycha się ludzi od zainteresowania poważnymi sprawami. Ludzie rozsądni nie mają ochoty przedzierać się za każdym razem przez gąszcz przeciwnych sobie stanowisk i opinii, by w końcu zatrzymać się w miejscu, w którym nadal nic nie wiadomo”.

W tym samym numerze Gazety Polskiej Jacek Liziniewicz zmierzył się z cyframi podawanymi jako bilans pożarów w Australii („Propagandowy armagedon”, s. 76-79). Spłonęło 10 mln ha, co stanowi 1,25 proc. całego terytorium Australii. To bardzo dużo! Ale w porze suchej w latach 1974-75 spaliło się 110 mln ha, przy czym jednocześnie odnotowano, że poziom opadów był wtedy powyżej średniej, a temperatura znacznie poniżej. Czyli obecne wnioski niekoniecznie wyglądają na rzetelne i prawdziwe!

Podawana jest liczba ofiar w ludziach. Ale paraliżująco na „wrażliwych klimatycznie” ma działać liczba zwierząt, które zginęły w pożarach: 1 miliard!

I tu Jacek Liziniewicz jasno pokazuje błąd w wyliczeniu! Czy popełniony świadomie, dla uzyskania większego przerażenia i jednocześnie większej ofiarności dla „ratowanie zagrożonych australijskich zwierząt”? Być może tak. Błąd wyliczenia polega na tym, że znając średnią liczbę: ssaków, ptaków i gadów przypadających statystycznie na 1 hektar i mnożąc to przez liczbę spalonych hektarów nie uzyskamy prawdziwego wyniku, ale przeszacowany. Bo zwierzęta potrafią się przemieszczać i uciekać przed zagrażającym im ogniem, choć owszem, wiele zginie.

I w tym miejscu trzeba to powiedzieć, że właśnie tyle – 1mld (albo i więcej) ludzkich dzieci zginął w praktykowanej przez lata na całym świecie – aborcji!!  Dzieci, nie potrafiących nijak uciec przed grożącą im śmiercią. Schronionych przecież w najbezpieczniejszym na świecie miejscu – w ciele swojej mamy.

Nie wszystkie kraje odnotowują liczbę wykonywanych aborcji. Poza tym dzisiaj coraz częściej liczbę zarejestrowanych aborcji można uważać za zaniżoną, bo rejestr obejmuje zwykle tylko aborcje chirurgiczne. A nowoczesny holokaust to – dyskretna aborcja farmakologiczna, coraz częściej przeprowadzona w zaciszu własnego mieszkania.

Wracając do artykułu – Jacek Liziniewicz nie zapomina w nim o „zasługach” zielonych aktywistów, którzy niejednokrotnie przyczynili się do strat wyrządzonych przez pożary. Protestując przeciwko budowie dróg pożarowych i zbiorników, a także – blokując praktykę kontrolowanego wypalania traw, co od wieków stosowano w Australii i Afryce jako ochronę domów przed ogniem, być może aktywiści mają na sumieniu, nie tylko zwierzęta, ale także ofiary wśród ludzi. Bo jak ktoś jest „zielony”, to powinien słuchać starszych i doświadczonych i – się uczyć, a nie pouczać lub nawet terroryzować innych!

CATEGORIES
Share This

COMMENTS

Wordpress (7)
  • comment-avatar
    Bartek 6 lat

    Poszkodowanych bądź ich rodziny proszę o kontakt. Mam ważne informacje do przekazania: 788 572 530

  • comment-avatar

    Chyba p. Bartek wykazuje się nadgorliwością – nikt z Australii tu nie zajrzy.
    Dziękuję Panu Ireneuszowi za zamieszczenie tekstu. Obraz „płonącego kontynentu” można znaleźć, np. tu: https://wiadomosci.onet.pl/swiat/pozary-w-australii-internet-obieglo-zdjecie-z-mylacym-opisem/1nb29d1

  • comment-avatar
    Julian Werner 6 lat

    Akwizytorom dziękujemy.

  • comment-avatar
    Piotr 6 lat

    Kojarzy mi się to z filmem: „Kryzys to nasz pomysł”

    • comment-avatar

      Witam! z filmami jestem od jakiegoś czasu programowo zupełnie nieobeznana. Mnie zaimponowała dociekliwość dziennikarzy, którzy przejrzyście pokazują w jakiej fikcji medialnej żyjemy i jak bardzo jesteśmy (i dorosłe osoby – też) poddawani manipulacjom!

  • comment-avatar
    Adam 6 lat

    To, że nie ma śniegu i młodsze dzieci nie wiedzą co znaczy słowo „zaspa” to też manipulacja medialna…

  • comment-avatar
    Piotr 6 lat

    Panie Adamie.
    Niektóre młodsze dzieci nie wiedzą co to kura czy kaczka, chyba że na talerzu.
    Tak to manipulacja medialna. Choć chciałbym się mylić.
    Dziennik Górnośląski ze stycznia 1856 roku donosi o końcu świta, bo wypasa się bydło w styczniu. Znaczy się, skoro bydło się wypasa, to trawa rośnie, to jest … – jak Pan myśli?
    Co wiemy o periodyczności naszego klimatu?
    Jak daleko sięgają nasze pomiary/obserwacje hydro/meteo?
    Na początku lat osiemdziesiątych minionego wieku rozdmuchano info o dziurach ozonowych nad biegunami. Te dziury były, są i będą = po pół wieku to wyjaśniliśmy. Owszem na innych szerokościach takie dziury w O3 są anomaliami.

  • Disqus ( )