1 mld ofiar – największa eksterminacja w dziejach świata

1 mld ofiar – największa eksterminacja w dziejach świata

 

Nie jest dobrze (i dzieje się tak w całym “postępowym” świecie), że humanitarne poglądy utożsamia się z prezentowaniem przepisów religijnych i zgodnie z “poprawnością polityczną”, natychmiast niechętnie, albo i wrogo, do nich ustosunkowuje. W Polsce osobom ujawniającym humanitarne poglądy przypina się etykietkę “pisiorów” lub “ciemnych” katolików. A przecież, osoby wierzące w to, że nie ma Boga, też poważnie traktują swoje człowieczeństwo, swoją przynażność do rodzaju ludzkiego.

Jak więc mogło dojść do sytuacji, w której zabicie dziecka w fazie prenatalnej, zostało nazwane – “prawem reprodukcyjnym kobiety” i  przyjęte przez ustawodawstwo w wielu krajach?

Jako, że humanitaryzm to postawa, którą cechuje: szacunek dla człowieka, troska o jego dobro i dążenie do oszczędzenia mu cierpień (Wielki Słownik Wyrazów Obcych, red. M. Bańko, Warszawa 2008), więc chyba każdy chętnie się do takiej postawy przyzna. I żaden uczciwy, myślący człowiek raczej nie zakwestionuje tego, że pozbawianie innych ludzi życia jest nienormalne, niemoralne i niekorzystne dla przetrwania gatunku (pomijam tu zasadność stosowania kary śmierci). Czemu, światowa praktyka masowej eksterminacji ludzi – (jest już około 1 mld ofiar! szacunkowo – 53 mln rocznie), nie budzi w nas alarmującego sprzeciwu? Przecież, zgodnie z zasadami logiki, podjęcie decyzji o zabiciu przedstawiciela własnego gatunku, już powinno kwalifikować niedoszłego sprawcę do przejścia przez psychologiczno-psychiatryczne wnikliwe badania!

Pierwsza przyczyna – pierwsze kłamstwo, to – “odczłowieczenie” dziecka: zlepek komórek, tkanka (a także – zarodek, płód, które mówią o fazie rozwoju dziecka językiem medycznym). Druga przyczyna – drugie kłamstwo, to – wykorzystanie emocji lęku. Przedstawienie pojawienia się dziecka jako zagrożenia i konieczności zapobiegania temu… “nieszczęściu, kataklizmowi, chorobie”. Trzecia przyczyna – trzecie kłamstwo, to – zmiana języka. Ukrycie aktu zabójstwa dziecka za słowami: zabieg, terminacja, przerwanie ciąży, aborcja.

Wiele osób już dostrzega te kłamstwa! W Internecie można obejrzeć prześmiewczy filmik pokazujący, jak przejście przez “magiczny” kanał rodny zmienia płód w człowieka  https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=2143321705883391HYPERLINK .

Usypia się kotki, pieski, żeby bezboleśnie odebrać im życie w sytuacji koniecznej. I bardzo dobrze! A, co dzieje się, gdy dotyczy to ludzi? Na stronie Mammalium znajdziemy opis pewnego eksperymentu.

W brytyjskim badaniu wzięło udział 10 zdrowych noworodków w wieku od 1 do 6 dni oraz 10 zdrowych młodych dorosłych. Aktywność układu nerwowego uczestników została oceniona w badaniu czynnościowego rezonansu magnetycznego w stanie spoczynku. Następnie oceniono ich aktywność podczas ucisku na podeszwę stopy, wywołując ból, który naukowcy porównują do dźgania ołówkiem.

Badacze zaobserwowali, że 18 na 20 regionów aktywnych w mózgach dorosłych narażonych na ból było aktywnych również u noworodków. Co ciekawe, dzieci miały identyczną odpowiedź na słaby ból o sile 128 mN, jak dorośli na ból o cztery razy większym natężeniu tj. 512mN. Dowodzi to, że niemowlęta mają próg bólu dużo niższy niż dorośli.

Jeszcze w latach 80 niemowlęta były jedynie zwiotczane do operacji, bez leczenia przeciwbólowego w trakcie zabiegu. W badaniu przeglądowym z 2014 roku na temat leczenia bólu u pacjentów oddziałów neonatologii opisano, iż mimo że noworodki doświadczają tam dziennie średnio 11 bolesnych zabiegów, 60% z nich nie otrzymuje leczenia przeciwbólowego.

Wrażliwość na ból noworodka jest większa niż dorosłej osoby. To prawdopodobnie, jeszcze młodsze dziecko – w fazie prenatalnej, wykaże się jeszcze większą wrażliwością na bodźce bólowe. Zwolenników tzw. późnej aborcji (bo są tacy, i dzieje się to w wielu krajach na świecie!) warto spytać, jak ma się sprawa z ich człowieczeństwem.

 

  1. przytoczy pani jakieś źródła? czy to tylko hipokryzja?

    Odpowiedz
    • Helena

      Najpierw podziękowanie dla Pana Ireneusza za umieszczenie mojego tekstu i dołączenie trafnego i pięknego zdjęcia!

      Witam Panie Tomaszu! Zgodnie z raportem WHO, opublikowanym w naukowym czasopiśmie medycznym “Lancet”, rocznie na całym świecie wykonuje się 56 milionów aborcji.
      Czytaj więcej: https://polskatimes.pl/who-kazdego-roku-na-calym-swiecie-wykonuje-sie-56-milionow-zabiegow-aborcji/ar/9984333
      56 000 000 x 20 = 1 120 000 000
      Mnożenie przez 20 jest takie symboliczne – 20 lat powszechnego dokonywania aborcji na świecie

      Dane z USA: “Około 18% wszystkich aborcji w USA każdego roku dokonuje się na nastolatkach. Jedno bardzo szokujące badanie wykazało, że 86% wszystkich aborcji wykonano ze względu na wygodę. Wg Guttmacher Institute, średni koszt aborcji w pierwszym trymestrze to 451 dolarów. Wiele firm ubezpieczeniowych preferuje aborcję, ponieważ średni koszt porodu bez komplikacji to ponad 9000 dolarów.”
      Na podstawie: http://endoftheamericandream.com/archives/19-statistics-about-abortion-that-every-american-should-know
      Za: https://uderzwfalsz.wordpress.com/2015/04/22/19-statystyk-o-aborcji-ktore-kazdy-powinien-znac/
      https://stopaborcji.pl/mit-dobrodziejstwa-legalnej-aborcji/

      Odpowiedz
      • A i jeszcze coś… Wystarczy poczytać nieco by pewne rzeczy się dało zauważyć w stronniczości przy porównaniach i niekonsekwencji. Przykłady? Z czapy policzenie sobie 20 lat razy 56 milionów dające miliard, choć już w źródłach są dane mówiące, iż od 1980 roku jest to około 1.5 miliarda. No i oczywiście przez te 40 lat wcale liczba ludności nie skoczyła o jakieś 2-3 miliardy do góry 😉 Jedno ze źródeł wymaga rejestracji, więc dziękuję, ale nie skorzystam z niego. Gdy zaś polski tekst zaczyna statystykami się bawić to nie wiem nawet jak to skomentować. Z jednej strony zauważa, że bardzo istotna jest prawidłowa opieka w okresie porodu, ale jakby milcząco pomija że brak takowej przy okazji aborcji ma identyczny wpływ. Raptem w jednym miejscu o tym przebąkuje, ale brak z tego identycznych wniosków. Dodajmy legalizację aborcji i brak prawidłowej opieki medycznej przy niej. Do tego wniosku jakoś autor “nie doszedł”. Potem mamy połączenie edukacji seksualne i antykoncepcji jako zło. Nie widzę jakoś zająknięcia się o jakości tej edukacji, gdzie dziewczyny mają w głowach takie brednie naciskane, że aż się chce płakać. Do tego jako argument zachodzenie w ciążę kobiet stosujących antykoncepcję hormonalną i połączenie tego z aborcja i. Patrz punkt wyżej o edukacji. Taka forma wymaga cholernej dyscypliny że strony kobiety by była ona skuteczna. Oraz zwracania uwagi co się je i piję, bo można osłabić działanie. Zaraz potem pisanie o rasistowskie podłożu aborcji. Nie… Bo Afro-Amerykanie i Latynosi wcale nie stanowią biedoty, nisko wyedukowanej, że slumsów. To wcale przecież nie ma wpływu 🙂 Z Chinami podobnie. Wyrwanie statystyk z kontekstu, byle uzasadnić tezę. Tam jest to podrzędna rola kobiety w społeczeństwie xD Wcale nie to, że próbowało się za wszelką cenę ograniczyć pędzącą demografię, a tę najszybciej ogranicza niska liczba kobiet w wieku rozrodczym. Całe szczęście, że chociaż ostateczny wniosek tamtego artykułu mówiący o edukacji prawidłowej, poprawie warunków sanitarnych oraz życiowych i tak dalej ma istotny wpływ. Szkoda tylko, że autor nie poszedł jeszcze dalej z wnioskami, bo by zauważył, iż to co napisał ogranicza się także do zmniejszenia zarówno legalnych jak i nielegalnych aborcji. Stabilni finansowo i wyedukowani rodzice będą wiedzieli jak działa antykoncepcja i będą łączyli zarówno naturalne jak i sztuczne w celu maksymalizacji skuteczności oraz przerwą ją gdy będą gotowi na dziecko.

        Jeśli zaś ktoś przedstawia USA jako kraj bogaty, wykształcony i och, ach, to chyba nie wie jak tam wygląda społeczeństwo i ten “American dream”, gdzie bieda jest chroniczna i wielopokoleniowa, a wyrwać się ze slumsów jest niezwykle trudno. Dla nich aborcja to naprawdę tańsza opcja. Tylko zamiast bezrozumnie walić statystykami trzeba by jeszcze je osadzić w kontekście. Tego już wiele osób nie robi bo po co? Dowiedliśmy tezy? Tak! To o co chodzi? Może niech się dowiedzą jak te “kliniki aborcyjne” wyglądają, jakie tam są warunki sanitarne oraz opieka po zabiegu. Naprawdę… Afryka wcale aż tak drastycznie nie odbiega. Kontekst pani Heleno… Kontekst… To ten diabeł szczególarz 🙂 Nie sztuką jest wybrać co nam pasuje, ale trzeba jeszcze ogarnąć wszystko wokół i wyciągać znacznie szersze wnioski, bez spłycania tego. Przez to z reguły wyciąga się zupełnie inne wnioski. Tylko trzeba chcieć i umieć się pochylić nad zagadnieniem. Legalna aborcja powinna być, ale obwarowana określonymi ograniczeniami, nie dobrowolna i na życzenie. A jeśli lekarz decyduje się na stosowanie klauzuli sumienia to pewne specjalizacje powinien mieć zwyczajnie niedostępne i tyle. Ma prowadzić leczenie zgodnie z prawem i najlepiej jak potrafi. Jeśli dokłada do tego swoje bóstwa to powinno to go dyskwalifikować. Może mechanicy samochodowi mają zacząć bojkotować klientów z określonymi markami? “Nie naprawię Pana BMW, bo kierowcy tej marki to dresiarze i powodują wypadki!” Głupie? Owszem. Ale do tego takie podejście prowadzi jeśli odpuszczamy wyjątki, w których pani nie widzi nic niezwykłego. A to identyczny poziom absurdu.

        Odpowiedz
  2. A ja zapytam inaczej… Od którego momentu humanizm zmienia się w religijny bełkot, gdzie sprzeciw wobec odbierania życia staje się celem samym w sobie, bez oglądania na wszystko wokół, nawet za cenę życia innych? In vitro jest nieakceptowalne, nieludzkie i grzechem ale już dziecko z gwałtu to “dar Boży”. Do tego zmuszamy ofiarę gwałtu do donoszenia ciąży, bo to “cud życia” i jednocześnie dziwimy się, że dziecka niekoniecznie kobieta chce, oddaje do okna życia lub porzuca. Od chwili urodzenia taki katolicki obrońca życia przestajem się losem kobiety interesować. Jest “błogosławiona” do porodu i gotowy jest ją potępić za próbę usunięcia, ale po porodzie staje się bezimienna, a pomoc dla niej w pratyce nie istnieje. Zostawia się ją samej sobie, nieraz bez środków do życia. Ale własne ego sobie podbiliśmy, bo “ochroniliśmy życie”. Tylko za jaką cenę? To mi się cholernie nie podoba w ruchach pro-life. Widzą tylko malutki wycinek rzeczywistości. Mają gdzieś ochronę życia. Interesuje ich jedynie ochrona życia poczętego. To co się dzieje później, mają w nosie. Jakież to wygodne nie martwić się tym dalej. Lepiej zrzucić to na barki kobiety i jej rodziny. Oni już swoje odwalili, mogą zająć obroną zawartości kolejnej macicy. A nawet jeśli zarówno dziecko lub/i matka umrą, bo ciąża była zagrożona lub niebezpieczna (przykładowo pozamaciczna) to: “Bóg tak chciał…”, więc jak z takimi osobami dyskutować? Sama przytoczona strona to “krzak”. Zbiór linków za którym nie wiadomo kto stoi, bo nawet nie raczyli jakiejkolwiek informacji kontaktowej zamieścić poza messangerem na FB i mailem.

    Odpowiedz
    • Helena

      Witam, Panie TOMASZU! Widzę, że jest Pan mocno emocjonalnie zaangażowany w tę tematykę! Ale, jeśli Pan pozwoli, humanizm i humanitaryzm to dwa różne pojęcia. Widzę też różne sprzeczności w Pana wypowiedzi – myślę, że powstałe na skutek medialnego zamieszania wokół tego tematu.
      Na przykład definicja powszechnie od niedawna używana – (http://www.ideologia.pl/aborcja-w-polsce-i-na-swiecie-fakty-i-liczby/): “aborcja oznacza sztuczne przerwanie ciąży polegające na usunięciu z macicy zarodka lub płodu po jego zagnieżdżeniu” – Jest przekłamaniem! Nowe życie powstaje wcześniej, w zakolu jajowodu – w momencie zlania się jąder komórkowych komórki jajowej i plemnika. Ten fakt ma miejsce około 7 dni przed zagnieżdżeniem zarodka w macicy. Na tym etapie możliwe jest zastosowanie środków poronnych. I to się dzieje także, gdy kobieta używa środków hormonalnych w celach antykoncepcyjnych, czyli dość powszechnie! Są dwa mechanizmy działania hormonów, które włączają się wtedy, gdy blokowanie owulacji zawiedzie i gdy dojdzie do zapłodnienia. Jeden – to takie spowolnienie przesuwania zarodka, że ginie w drodze, po wyczerpaniu swoich zapasów pokarmowych. Drugi – to hormonalne ścienienie błony śluzowej macicy, uniemożliwiające zarodkowi zagnieżdżenie – i też śmierć z braku pożywienia. Stworzono nieprawdziwą definicję “ciąży”, żeby usunąć z pola widzenia i z świadomości kobiet, stosujących środki hormonalne, że być może niejedna i niejednokrotnie zostaje matką żywego przez 7 dni dziecka. A każde z tych dzieci ma też ojca – podobnie nieświadomego faktu jego zaistnienia! To o czym tu napisałam -to fakty, nie poglądy religijne!

      Odpowiedz
      • Witam. Nie zauważyłem pomyłki z humanizmem/humanitaryzmem zanim wysłałem wpis. Co do “sprzeczności” prosiłbym o ich wskazanie. Bo to co dla pani taką jest, dla mnie nie musi być. Takie tego widzenie może być subiektywnym odczuciem. To o czym pani napisała nie jest dla mnie nowością. To fakty znane od dekad. Nie kieruję się też medialnym i religijnym bełkotem wokół tego. Na podobnej zasadzie jak środki wczesnoporonne działa między innymi spirala wewnątrzmaciczna, która uznawana jest za środek antykoncepcyjny.

        To dlaczego wspominam o religii to jest właśnie kwestia tego od którego momentu mówimy o życiu. Jeśli bowiem mamy być w pełni uczciwi to powinniśmy przecież napisać, że z wielu przyczyn naturalnych zapłodniona komórka jajowa może nie zagnieździć się w macicy. Wtedy mamy mówić o “aborcji naturalnej” czy to już będzie “Bóg tak chciał”? Średnio nawet zapłodniona komórka zagnieżdża się w około 20-40% przypadków, więc przyjmuje się, iż kobieta zajdzie w ciążę po około 3 cyklach bez antykoncepcji.

        Świadome rodzicielstwo polega między innymi na tym, że decydują osoby o momencie kiedy na owo dziecko są gotowi. To się nazywa wolny wybór. Twierdzenie, że kalendarzyk i inne naturalne metody są skuteczną antykoncepcją jest, delikatnie mówiąc, niepoważne. Może jeszcze napiszemy, że stosunek przerywany jest skuteczny? xD Plemniki potrafią dość długo przeżyć w ciele kobiety oraz istnieje coś takiego jak preejakulat. Najbardziej żywotne i zdrowe plemniki przetrwają nawet do tygodnia.

        I naprawdę proszę nie mówić, że religia nie ma tu nic do rzeczy, ponieważ klauzula sumienia “dziwnym trafem” dotyczy także antykoncepcji. Nie tylko środków wczesnoporonnych pokroju “tabletka dzień po”, ale także antykoncepcji hormonalnej czy prezerwatyw. Takie stawianie sprawy to pozbawianie innych możliwości dokonania wyboru kiedy na to dziecko są gotowi. Nie każdy zaś zdecyduje się na podwiązanie jajników czy nasieniowodów. To co pani robi to używanie gładkich słów w celu odwrócenia uwagi od rzeczy najistotniejszej. Przesuwa się “granicę” od której mówimy o życiu. Zwolennicy aborcji będą mówili, że do X tygodnia to nie aborcja, a pani robi to samo w drugą stronę i życie jest już od chwili połączenia komórki jajowej i plemniki. Oba podejścia są bezsensowne. O ciąży można mówić gdy komórka zapłodniona się zagnieździ. Do tego czasu jak dla mnie można działać. Dlaczego? Ponieważ nie każda zapłodniona komórka musi być owocem świadomego działania. Gwałt, dosypanie narkotyku, pęknięta prezerwatywa albo celowe jej uszkodzenie lub zdjęcie gdy kobieta nie widzi albo zwyczajnie nieświadomość. Może nie dzieje się to? Mamy zabraniać reagować w takiej sytuacji, bo dla kogoś religijnego każde życie jest święte, także takie, które nawet nie zdołało się osadzić w macicy? Gdybym był złośliwy, to bym napisał jeszcze o tym jaki stosunek do edukacji seksualnej w szkole jest wśród osób religijnych i jakie to daje efekty. Po prostu udawajmy, że dzieciaki nic nie wiedzą, więc nie trzeba ich uczyć jak to wygląda w rzeczywistości, co jest prawdą, a co mitami. Potem mamy nastolatki, które w czasie pierwszej miesiączki wpadają w panikę, bo nie wiedzą co się z nimi dzieje.

        Jeśli kobieta bierze środki antykoncepcyjne to chyba robi to by ciąży uniknąć. Ckliwa historia o matce przez tydzień to właśnie przykład sprzeczności, której pani nie zauważa. Gdyby chciała być matką to brała by środki antykoncepcyjne? Zdecydowanie nie. To samo “potencjalny ojciec” pytający czy partnerka “jest na pigułkach” 🙂 Nie piszmy o ich nieświadomości, skoro oni świadomie chcą tej ciąży uniknąć, ale osoby takie jak pani robią wiele, aby mimo ich decyzji odebrać im możliwość tego wyboru i konsekwentnego trzymania się go. Bawimy się granicą od kiedy zarodek jest życiem poczętym, a kiedy jeszcze nie, co nie jest wcale sednem tej sprawy.

        Chce pani by przyrost był? By ludzie decydowali się na potomstwo? To zamiast idiotyczne sprzeciwu wobec antykoncepcji trzeba się zabrać za to, by mieli warunki aby czuli stabilnie i bezpieczni finansowo. To sprawi, iż na pewno o dziecku pomyślą prędzej niż później. Aborcje są plagą wśród osób nieświadomych, niewyedukowanych w kwestiach biologii, antykoncepcji i uznające mity w tym zakresie za prawdziwe. Odcinanie ich od tej wiedzy to zwyczajne dolewanie oliwy do ognia. Jeszcze dorzućmy efekt “owocu zakazanego” i mamy mieszankę wybuchową. Może teraz rzuci pani jaki procent uznaje stosunek przerywany za skuteczną metodę antykoncepcji? Albo wiedzących jak alkohol, leki, stres mogą wpłynąć na owulację i ją przesuwać w tę i we wtę, co sprawia, że kalendarzyk i jego skuteczność stają się śmiechu warte. Może nie jest to fakt? Już nie mówię o sytuacjach gdzie kobieta przyjmuje środki hormonalne z powodu bolesnego miesiączkowania i mają one to neutralizować.

        Naprawdę… Mnie nie trzeba uczyć jak działa to wszystko i jakie są dane oraz statystyki. Straszenie wizerunkiem grzmocących się po kątach dzieciakach “bo mogą liczyć na szybki zabieg” jest tyle zabawne co nieprawdziwe. Każdy zabieg aborcji ma poważny wpływ na kobietę i jej płodność. Tabletka “dzień po” jest cholernie silnym środkiem hormonalnym by mogła zadziałać zgodnie z przeznaczeniem. Tylko zamiast głupiego straszenia dzieciaki muszą znać te konsekwencje, prawdę, mieć obalane mity. Mają się uczyć tego “z autopsji” i Internetu, bo ktoś uznaje to za temat tabu w jego religii i zamiast rzetelnie edukować rozwodzić się nad tym czy komórka zapłodniona ma już duszę czy nie i od którego dnia ewentualnie? Naprawdę… Nie bądźmy śmieszni. Chcemy ograniczyć ilość aborcji to weźmy się za porządną edukację. Ona zdziała więcej niż bezsensowne dysputy i zakazy.

        Odpowiedz
      • I mogę dodać, że to nie jest emocjonalne. To gorzki i cyniczny do bólu efekt oglądania sporu szalonych mizoandrystek z nie mniej porąbanymi fanatykami religijnymi. Są gotowi zmieniać świat pod swoją wizję świata, mając gdzieś tych, którzy starają trzeźwo patrzeć na świat. Jako osoba religijna pewnie wie pani coś na temat “bycia letnim”. Ja taki jestem i nie jest mi po drodze z obiema stronami tego konfliktu, ale widzę go z jeszcze innych perspektyw niż główni adwersarze w tym konflikcie. Działania Ordo Iuris uważam za kretynizm, bo w nim nie chodzi wcale o nic innego niż religię. Argumenty jakie zaś przytaczają to sztuka dla sztuki kiepsko skrywająca religijne źródło. Z drugiej strony wojujące feministki i ich pomysły na zmiany nie mogą być skomentowane inaczej niż postukanie się w czoło. Pomiędzy tymi dwoma stronami są miliony Polaków, których ta kłótnia wkurza oraz chcą normalności, bez przeginania w żadną stronę. Chcą trudnego kompromisu, bez słuchania jak to religijne “świętoszki” przepychają za plecami projekt ustawy jakiejś, która ma go zmienić, bo akurat trafił się rząd gotowy takie przepisy przepchnąć przez legislację. I to właśnie ludzi wkurza najbardziej. Nie sam spór, bo ten istnieje od dawna, ale ugrzązł i nie drgnie, bo większość nie chce go zmieniać. Denerwuje to jak się go chce rozwiązać… Z dala od ludzkich oczu, pod stołem, z pogardą dla strony społecznej. Wie pani czym się charakteryzuje kompromis? Uwiera wszystkich, bo zakłada pójście na ustępstwa przez każdą ze stron konfliktu. Jeśli prawo się zmienia by zadowolić tylko jedną z nich, jeszcze dodatkowo “po cichu”, to dotychczas neutralni uderzą pięścią w stół i opowiedzą po przeciwnej stronie. Akcja wywołuje reakcję.

        Odpowiedz
        • Helena

          Dzięki Pana trafnym, rzeczowym uwagom dostrzegłam swoją obronną postawę.Chyba dzięki temu pojawił się inny klimat w rozmowie – dziękuję!
          Miałam już dwie, dość obszerne odpowiedzi, które przez moje nieobycie z klawiaturą – zgubiłam. To trzecia próba. Czas mi się kończy, więc tylko parę zdań.
          “Jeśli kobieta bierze środki antykoncepcyjne to chyba robi to by ciąży uniknąć.” – to cytat z Pana wypowiedzi. Jako odp. proponuję nieuprzedzone spojrzenie na niżej podaną stronę (bez logowania, tekst konkretny, mała objętość, autor – wykładowca Politechniki Poznańskiej i nie tylko):
          https://milujciesie.org.pl/co-z-antykoncepcja-w-malzenstwie.html

          Odpowiedz
          • Nie ma za co. Lepiej gdy dialog nie przebiega w wojowniczej atmosferze. Znacznie łatwiej wtedy o zrozumienie motywów i pobudek działania innych stron. O to między innymi chodzi w prawdziwym dialogu. Nie musimy wyjść z niego przekonani o swojej racji czy racji rozmówcy, ale przede wszystkim z poszerzonym spojrzeniem na daną sprawę, dalszymi horyzontami. Wiele osób o tym zapomina starając przede wszystkim wygrać za wszelką cenę.

            Przeczytałem artykuł, choć z racji autora, jego życiorysu, jak i autora książki na jaką się powołuje, nie mogę ich uznać za osoby bezstronne, ponieważ bardzo czynnie i aktywnie opowiadają się za jedną ze stron. Mimo wszystko oczywiście podejmę polemikę 🙂

            Pierwszy powarzny zarzut to podejście do samego problemu od strony religijnej. Proszę zwrócić uwagę na sam wstęp. Problem antykoncepcji nie jest rozpatrywany w kontekście dobra i zła czy etyczności samego działania, ale kategorii grzechu. Co implikuje, że jej stosowanie jest zamykaniem sobie drogi do życia wiecznego. A przynajmniej takie postawienie sprawy jest logiczne dla osoby wierzącej. Antykoncepcja = grzech. Nie będę tu wnikał w teologiczne aspekty, ale w religii katolickiej to od zawsze było i nie jest niczym nowym, a wynika z faktu zapobiegania prokreacji.

            Tutaj uderzamy rykoszetem w inny problem. Autor pisze o zgłębieniu ludzkiej natury, ale też tylko i wyłącznie z perspektywy religijnej. Stąd przykładowo mowa o trwałych małżeństwach monogamicznych. Te zaś w historii ludzkości nie są w pełni naturalne, że się tak wyrażę. To na swój sposób jest “wynalazek” ludzkości wynikający z coraz większego zaludnienia, gdy poszukiwanie partnera nie było już problemem, podobnie jak kwestia degeneracji genetycznej w ramach zamkniętej grupy osobników. Na całej Ziemi nie ma nas kilkudziesięciu tysięcy ale wiele miliardów. Nie trzeba schodzić setek kilometrów by trafić na kolejnego przedstawiciela naszego gatunku 🙂 Dlatego stwierdzenie o tym, że pełna samoświadomość człowieka wcale by nie puściła z torbami nawet jednego biznesu. A co dopiero mówić o iluś branżach. To dość ryzykowny wniosek i bardzo subiektywny. Zwłaszcza, że poprzez odwrócenie tezy zdanie autora wobec osób, które są za antykoncepcją i nieuświadomione stawia je w jednej linii z dewiantami seksualnymi, poligamistami i wskazuje jako nie potrafiące kochać swego potomstwa. Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale proszę zanegować to co pisze autor we fragmencie: “Gdyby tak ludzie nagle zmądrzeli i zaczęli traktować teren płciowości poważnie (jak Pan Bóg przykazał)?… Zaprzestaliby niebezpiecznych zabaw na polu „seksu”, a wiązali się w trwałe dozgonnie małżeństwa, „co gorsza”, kochające swoje dzieci.” i spojrzeć na to z dystansu. Jak dla mnie autor dość jednoznacznie nakreślił tu granicę i swoje subiektywne zdanie przekazał. Można z niego wnioskować, że osoby, które inaczej niż on podchodzą do sfery płciowości zapewne nie są i nie będą też kochającymi rodzicami. To jest jeden z powodów dla których dość alergicznie reaguję na kwestie religijne w rozmowach o płciowości/seksualności człowieka i staram odsuwać tak daleko od tego aspektu w tym temacie. Proszę się zastanowić, po odrzuceniu aspektu religijnego, i zadać pytanie: “Czy wszelkie te biznesy po pełnym samouświadomieniu się ludzi i odrzuceniu na bok religii straciły by rację bytu, finanse?” Czy może jedynym co by się zmieniło to fakt, że przestały by być poddawane ciągłej krytyce i ostracyzmowi społecznemu? Wiem, że pytanie wydaje się trudne i wcale się nie dziwię. Można je potraktować jako pytanie retoryczne ponieważ bardzo mocno uderza w nasze przekonania religijne, natomiast praktycznie wcale w etykę. Dosłownie kilka listków w tym drzewie “problematyki” uderza w struny etyczne. Zadam więc kolejny problem, którego autor nie dostrzega z racji swojego ograniczenia przez religię. Czy będąc w pełni świadomymi swojej natury i seksualności, stanowiło by dla nas uznawanie dziecka innej osoby za swoje własne i kochanie go tak samo? Czy nie doszło by wręcz do sytuacji gdzie każde dziecko byłoby kochane w równym stopniu?

            Ale idąc do antykoncepcji metodami naturalnymi dochodzimy do jednego i to bardzo poważnego problemu. Ma ona taką skuteczność jak przytaczane wyniki tylko w idealnych warunkach. Niestety czynników powodujących deregulację cylu miesiączkowego jest tyle, że poleganie na nich jest rosyjską ruletką. Zwłąszcza u kobiet nieco starszych już, gdzie niczym niezwykłym w obecnym świecie jest zanikanie u kobiet cykli miesiączkowych nawet na kilka miesięcy(!), a potem ich nagłe pojawianie się, ponieważ stres, przemęczenie, przyjmowanie leków, dieta czy częste podróżowanie zbierają swoje żniwo. To naprawdę nie są jakieś wymyślone przypadki, a problem ten się coraz bardziej nasila im bliżej kobieta jest menopauzy. Ja tu wcale nie muszę sięgać do wymyślania jakichś mitów jak wspomniany przez autora. Ostatecznie więc dochodzi do sytuacji, gdy nie mogąc przewidzieć dokładnie momentu owulacji ani płodności partnera, a znając jedynie “okienko owulacyjne” i przyjmując średnio 3-4 dni na żywotność plemników w zasadzie kobieta nie powinna współżyć przez jakąś 1/3 miesiąca aby mieć pewność tychże metod, bo należy przyjąć około 3 dni przed startem okienka oraz 3 dni po jako “możliwe zapłodnienie”. Tym samym mamy podejście 2/3 miesiąca seks bez ograniczeń i 1/3 z silnymi ograniczeniami (wskazanie do abstynencji) kontra cały miesiąc z w miarę stabilnym i bardzo wysokim prawdopodobieństwem uniknięcia ciąży. W takim zestawieniu wysoka, większa niż 95%, ochrona przed zajściem w ciążę w przypadku naturalnych metod wydaje się już nieco naciągana, gdyż zwyczajnie nie zabezpiecza kobiety w całym cyklu, a w dni płodne zupełnie nie. Po prostu to matematycznie wyliczone, dla idealnych przypadków, kiedy kobieta nie może współżyć 😉 I wszystkie metody naturalne na tym polegają. Obserwacje cyklu owulacyjnego kobiety, jej temperaturę, lepkość śluzu itp. Jeśli coś powoduje zaburzenia, wszystkie metody szlag trafia, bo i one się rozregulowują.

            Autor zalinkowanego artykułu wypunktował swoje powody co do odrzucenia antykoncepcji, więc myślę, że dobrym pomysłem byłoby z nimi polemikę podjąć 🙂
            – antykoncepcja zniekształca osobowość człowieka – nie do końca, ponieważ jak wszystko nie jest 100% skuteczna i dodatkowo aby osiągnęła ona zakładaną skuteczność, musi być odpowiednio zastosowana. Z kwestią zaś “woli” zaś nie mogę się zgodzić zupełnie. Dlaczego? Bo czym jest wola? Wola jest przyzwoleniem, zgodą na określone działanie. Jeśli więc ktoś nie chce podjąć współżycia to zastosowanie antykoncepcji powoduje nagle i magicznie zgodę na to? Czy gdybym podszedł do dziewczyny która nie chce seksu i wyciągnąłbym prezerwatywę, to nagle zmieni ona zdanie? Przepraszam, ale to jest śmieszne.
            – powoduje dezintegrację – to założenie jest słuszne TYLKO przy jednym i wyłącznie zastrzeżeniu. Osoba taka jest poddana i przekonana do głębi swojego jestestwa, że działanie takie sprzeczne z ideami i światopoglądem jaki wyznaje, co wiąże się z ogólnym wnioskiem, który mówi, że jedynym i najwyższym celem aktu seksualnego jest prokreacja oraz spłodzenie potomstwa. Odrzuca natomiast choćby koncepcję pogłębienia więzi emocjonalnych między parą ludzi.
            – niszczy zdrowie człowieka – proszę zerknąć na ten punkt i odnieść go do poprzedniego. Jest to zawoalowana forma stawiania prokreacji jako celu nadrzędnego. Co więcej, terapie hormonalne, będące antykoncepcyjnymi, prowadzą do poprawy zdrowia części kobiet, poprzez uregulowanie gospodarki hormonalnej, zwłaszcza u bardzo młodych albo przed menopauzą. Tylko bardzo silne, jak “tabletka dzień po” zawierają tak duże ich ilości by zatrzymać cykl owulacyjny i osadzenie się potencjalnie zapłodnionej komórki w macicy.
            – degraduje pozycję dziecka w rodzinie – cóż… z tego co widzę wszędzie wokół siebie, jest dokładnie na odwrót. Rodzice śwadomie podejmują decyzję o terminie przyjścia na świat dziecka wtedy, gdy wiedzą, iż zapewnią mu właściwe środki do życia, otoczenie, opiekę. Owszem, wiąże się to z reguły z obniżeniem ilości posiadanego potomstwa, ale czy aby nie to jest objawem świadomości rodzicielskiej? Czy posiadanie 3-4 i większej ilości dzieci jest lepsze niż 1-2, tylko dlatego chcemy im zapewnić lepszy start w życie?
            – sprzyja decyzji o zabiciu poczętego dziecka w przypadku tzw. zawodu – owszem, sprzyja. Z tym się nikt nie kłóci i nie kłócił chyba nigdy. Tylko, że tutaj decyzję ostateczną z reguły podejmuje kobieta. Nawet ze swojej własnej rodziny znam przypadek kuzynki, która zaliczyła “wpadkę”, mimo presji katolickiej rodziny chłopaka nie zdecydowała na “wymuszony ślub”, a z powodu nacisków ostatecznie z nim zerwała i została samotną matką.
            – niszczy więź małżonków – to już naciąganie ze strony autora i to dość jaskrawe. Dlaczego? Ponieważ neguje on antykoncepcję jako środek do zwiększenia bezpieczeństwa przy emocjonalnym pogłębianiu związku. Seks jest naturalnym środkiem do tego celu. Proszę zwrócić uwagę jak w całości artykułu jest przedstawiany ten aspekt. Seks = prokreacja. Nic więcej. Dodatkowo dochodzimy do kolejnego przekłamania, czy może raczej niedopowiedzenia: seks = pełny akt płciowy. Można by więc powiedzieć, że każda forma seksu, która nie kończy poprzez “spełnienie” nosi znamiona antykoncepcji i tym samym niszczy małżeństwo. To jest kompletny absurd, zwłaszcza na płaszczyźnie emocjonalnej 🙂 Seks nie musi mieć celów prokreacyjnych. O koncepcji “białych małżeństw” pani słyszała? To małżeństwa, które świadomie odrzucają seks w bardzo szerokim znaczeniu. W zasadzie ograniczają się do sfery dotyku, bliskości, obecności.
            – zaburza przebieg współżycia i czyni je coraz mniej atrakcyjnym – hmmm… a czy aby konieczność abstynencji seksualnej w okresie płodnym nie zaburza tego przebiegu także? 😉 Uczciwie spojrzawszy to jest jedynie “kwestia przyzwyczajenia”. Atrakcyjność seksu nie osłabia się w wyniku antykoncepcji, ale z racji rutyny. To samo miejsce, te same godziny. Wystarczy coś zmienić, by ta atrakcyjność zostałą zwiększona. Inna pozycja seksualna, zmiana światła, miejsca. Czy nie dlatego bardziej pamięta się kontakt gdy byliśmy poza domem, na urlopie? Tu chodzi o zmianę jakąś inaczej nawet prokreacja stanie się “mechaniczna” i “spełnieniem małżeńskiego obowiązku”. I tu brak antykoncepcji lub jej zastosowanie nic nie zmienia.
            – przyczynia się do rozpadu małżeństw – słyszała pani o “fałszywej korelacji silnej”? Zdarzenia całkowicie losowej mogą być ze sobą związane, ale nie oznacza to ciągu przyczynowo-skutkowego. Banalny i powszechnie znany przykład? Bociany. Jest ich większe zagęszczenie i występowanie na wsi, w porównaniu do miast. Tam też jest większy przyrost naturalny. Czy wniosek z tego jest taki, że bociany są powodem zwiększenia przyrostu lub by posunąć się do absurdu – przynoszą dzieci? W całej Europie zauważono spadek liczebności ptaków z rodziny wróblowatych. W tym czasie na tym kontynencie spadł przyrost naturalny. Czy zanik wróbli spowodował spadek przyrostu naturalnego wśród ludzi? 😉 Tak to właśnie działa. Szukamy zależności w czymś, co niekoniecznie jest powiązane. Żeby nadać temu odpowiedniego akcentu humorystycznego: https://joemonster.org/art/29868 a zwłaszcza przykłady: 4, 8, 16, 19. Co z tego, że korelacja jest, skoro przykłady są absurdalne.
            – powoduje konflikt sumienia – i dlatego właśnie rozpatrywanie tego aspektu z perspektywy religijnej jest oczywistym błędem metodologii. Ten problem należy rozpatrywać na płaszczyźnie etycznej. I proszę tutaj o odzielenie etyki od religijności. Wiele osób uznaje, że etyka jest podzbiorem moralności religijnej, co jest jednoznacznie fałszywym twierdzeniem gdy spojrzymy na fakt od kiedy istnieje koncept moralności chrześcijańskiej, a od kiedy etyka. To religie są pewnymi klastrami skupionymi wobec określonych problemów natury etycznej i dają odpowiedź na określone z nich. Etyka bardzo często nie umie odpowiedzieć na określone pytania, natomiast religia z racji pewnych założeń przyjętych, daje je bardzo jednoznacznie. To dlatego filozofowie zawsze byli ludźmi wątpiącymi. Religijne osoby nie mają ich – ponieważ dostają te odpowiedzi, zgodnie ze swoją doktryną religijną. Tym samym konflikt sumienia możemy mieć nie w wyniku podjęcia działań bądź ich zaniechania, ale wobec doktryny religijnej bądź światopoglądu w jakim dana osoba była wychowana.

            Tym samym postawienie w opozycji osobistej przyjemności oraz życia dziecka jest zwyczajnie bardzo poważnym nadużyciem. Skoro decydujemy się na antykoncepcję (nieważne czy naturalną czy sztuczną) to czy owo życie zaistniało i my je niszczymy/zabijamy czy raczej nie dopuszczamy do jego zaistnienia/rozpoczęcia się? Czy nie taki cel jest wszelkiego rodzaju środków ochronnych? Dlaczego jedna rzecz miała by być istotniejsza od innej? Czy to nie jest kwestia właśnie wolnej woli? My sami narzucamy sobie jako społeczeństwo pewne jej ograniczenia w chwili, gdy wolna wola jednej osoby staje w konflikcie do woli innej osoby. Zaczynamy ważyć racje obu stron i decydujemy, które przeważają. To się nazywa zgoda społeczna. Czy antykoncepcja na to wpływa? Zastanówmy się. Obie strony zgadzają się na jej użycie i nie ma konfliktu. Strona społeczna też w normalnych warunkach nie ponosi z tego tytułu ani strat, ani zysków. Teraz w stronę społeczną wplatamy uwarunkowania religijne albo presję na zwiększenie przyrostu naturalnego. Dopiero wtedy ten konflikt powstaje. Tylko pytanie czy ma się go rozwiązywać poprzez zakaz antykoncepcji, czy może stwarzanie warunków do tego, aby ludzie rezygnowali z niej świadomie?

            Mam nadzieję, że nieco inne postawienie i naświetlenie pewnych spraw sprawi, iż moje wyartykułowane myśli będą odebrane nie jako atak, ale po prostu inne spojrzenie. Dla mnie ogólnie każda religia to swego rodzaju kaganiec, klapki, aby problemy widzieć w bardzo ograniczonym zakresie. Niestety to jest problem właśnie religii, który leży u ich podstaw. Nie znoszą sprzeciwu w sprawach dla nich fundamentalnych. Antykoncepcja jest z natury sprzeczna z nią. Nie dlatego, że jest moralnie nieakceptowalna, ale dlatego, że jest nie dopuszcza do zaistnienia “stworzenia życia”. Miało to sens gdy chrześcijan było mało i wielu ginęło, więc robiono wszystko, by zachować “dodatni bilans” i ich liczba się zwiększała. To właśnie tego tak naprawdę kościół broni. Nie moralności, nie jakiegoś szeroko rozumianego dobra, ale wpływu. Gdy liczba katolików się zmniejsza, wpływy kościoła też. To jest motor działań religijnych – strach przed utratą władzy nad ludźmi. To stąd strach przed laicyzacją. Kościół dopiero niedawno odszedł od koncepcji tradycyjnego modelu rodziny, gdzie kobieta siedziała w domu i zajmowała się dziećmi, zaś mąż był głową rodziny i zapewniał dochód. Na kazaniach nawet do teraz wśród starszych księży da się to wyczuć, iż to się nie podoba, bo “nie jest zgodne z planem bożym”. Tylko, że nie zauważają jednej prostej rzeczy… Stanęli w butach jedynie odpowiednich ludzi, którzy są w stanie interpretować Biblię i tego co jest dobre, a co złe, wysłannikami boga na ziemi. Znam Pismo Święte… Ty jesteś Piotr… Komu odpuścisz grzechy… 😉 Problem z kościołem jest taki, że zawłaszczył sobie tę możliwość interpretacji dla siebie.Nawet jeśli robi człowiek coś moralnie i etycznie poprawnego i tak może być to potępione przez kościół, który zinterpretuje to inaczej.

            Dlatego wnioskiem ostatecznym w temacie antykoncepcji nie jest tak naprawdę to czy coś jest moralnie i etyczne prawidłowe, ale to jak interpretuje dany aspekt określona grupa, czy to społeczna, czy religijna i to jak silny ma ona wpływ na populację oraz tworzących prawo dla tej populacji. Reszta jest subiektywna i próba zmuszania kogoś do ich przyjęcia jest pogwałceniem jego swobód. Proszę zaś zwrócić uwagę na to, że aborcja, antykoncepcja itp. są DOBROWOLNE. Nikt katolika nie zmusi by je wykonał czy zastosował. Natomiast osoba religijna uzurpuje sobie prawo, by jej wizja świata ograniczała swobody osób o innym światopoglądzie i regulowała ich życie. Złamanie zasady wzajemności. Sprawa jest osobista, więc ja nie decyduję co masz Ty w niej zrobić, więc proszę nie decydować za mnie, co w tej samej sytuacji ja mam zrobić. Podejmę tę decyzję zgodnie z moim sumieniem i to ja w razie czego będę tego skutki ponosił albo z brzemieniem tego żył. Myślę, że takie postawienie sprawy jest uczciwe. Inaczej jest to ingerowanie w moją sferę życia prywatnego. Czy to jest naprawdę tak niezrozumiałe dla niektórych, że wolność jednostki jednej kończy tam gdzie zaczyna innej? Dlaczego niektórzy dążą do tego, by ich myślenie narzucić całej grupie innych osób, a jeśli tego nie robią, to trzeba ich poddać ostracyzmowi? Bo czy nie tak to wygląda w ostatecznym rozrachunku?

          • Helena

            Panie Tomaszu, to do ostatniego wpisu. Kiedy mamy wątpliwość, w którym momencie naszego rozwoju stajemy się ludźmi? Dzieci w szkole podstawowej, poznając na biologii fakty dot. rozmnażania ssaków dowiadują się, że z komórki jajowej i plemnika królika, powstają małe króliczki. Jeśli są to komórki rozrodcze kocie – powstają małe kotki. A jeśli dotyczy to rozmnażania człowieka, nie mają wątpliwości, że połączenie jąder komórkowych plemnika i komórki jajowej daje początek ludzkiemu życiu!! Dopiero, gdy chcemy instrumentalnie tę wiedzę wykorzystać, zaczyna się kombinowanie! Ileż kobiet zastanowiłoby się nad etyczną stroną stosowania środków hormonalnych, gdyby dokładniej poznały mechanizm zapłodnienia i mechanizmy działania środków, uznanych za antykoncepcyjne – przeciwpoczęciowe? Kto jest zainteresowany taką edukacją? Oj, nie producenci tych środków! Koncerny farmaceutyczne czerpią tak wielkie zyski ze sprzedaży „antykoncepcji”, że stać je na zlecanie każdych „badań” i szerzenie dezinformacji! Ilu ginekologów rzetelnie informuje kobietę, wypisując środki hormonalne, o tym, że mają one – stosowane antykoncepcyjnie – także dwa kierunki działania poronnego? Mogą uniemożliwić zarodkowi (bo w wielu przypadkach ma on szansę zaistnieć, ze względu na, zawarty w środkach coraz niższy poziom hormonów blokujących owulację) dotarcie do jamy macicy i zagnieżdżenie się w ukrwionej i odpowiednio rozbudowanej śluzówce – przyczyniając się tym samym do jego śmierci! No tak – ten człowiek ma tylko 5 czy 7 dni! …? Czy tu przewija się jakiś religijny aspekt? Przecież to sama biologia!
            Weźmy teraz sprawę monogamii. Można spojrzeć na badania socjologiczne, psychologiczne: czym jest rozpad rodziny dla dziecka? A tu chodzi o jego dobro – pełny rozwój i dojrzałość, wtedy zawarty kiedyś przez nie związek, będzie miał szanse trwałości, bo będzie zawarty przez człowieka dojrzałego, dla którego działanie seksualne nie stanowi instynktownego przymusu, ale wolny wybór. Na Zachodzie nikt, niczego i nikomu w działaniach seksualnych nie zabrania i czy tam poczucie szczęścia rośnie? W Polsce też nikt nikomu nie jest w stanie niczego zabronić – a już szczególnie Kościół. Jest raczej odwrotnie! Ewidentnie demoralizująca ideologia gender “wciska” się w przestrzeń społeczną! Zaczyna odgónie przyjętymi ustawami niszczyć wolność wypowiedzi, podważać prawa rodziców. Jest rodzajem terroryzmu, któremu na drodze prawa na Zachodzie już nie zawsze można się przeciwstawić! Jest Pan ojcem i pewnie niejeden raz zastanawiał się Pan nad tym, w jakim świecie będzie żyło Pana dziecko (dzieci). Kościół nie stwarza żadnego zagrożenia dla rozwoju młodych pokoleń (choć pojedyncze osoby popełniają czasem niewybaczalne, złe rzeczy), a raczej robi wiele, żeby pomagać młodym ludziom dojrzewać i dobrze przeżywać swoje życie! Rozpoznawanie płodności jest rekomendowane przez WHO, jako skuteczne w planowaniu rodziny. Żaden środek nie ma 100% działania antykoncepcyjnego. Stąd to, w czym jesteśmy jednomyślni – aborcja. I jest coś takiego, jak postawa antykoncepcyjna. produkt mnie zawiódł, więc – aborcja. Osoby stosujące naturalne metody, idą raczej takim tokiem; pomyliłam(łem) – (bo ocena stanu wskaźników powinna być dokonana wspólnie), to biorę to na siebie, biorę za to odpowiedzialność! I to jest chyba kluczowa sprawa: zdolność do dokonania wyboru i wzięcia odpowiedzialności za ten wybór.

  3. Z punktu biologicznego w chwili połączenia się komórek powstaje zygota, ale by ona mogła się rozwijać, musi się osadzić. Nawet bez środków wczesnoporonnych nie jest wcale pewne, że tak się stanie. Także w przypadko in vitro nie jest to w 100% pewne, mimo iż tam już zapłodnione komórki są wprowadzane do ciała kobiety. Zazwyczaj w ilości kilku zygot by zwiększyć szansę na implantację (i ciążę mnogą przy okazji). Mimo to nie zawsze do tego dochodzi, a przecież warunki są niemalże idealne. Czy mówimy w takiej sytuacji, że ciążę przerwano, albo aborcja nastąpiła? Nie. Czy w chwili gdy łożysko odkleja się od ściany macicy mówimy, że nastąpiła aborcja? Nie. Więc dlaczego gdy nie dopuszczamy, aby zapłodniona komórka się implantowała, albo wręcz blokujemy drogę plemnikom do samej komórki (prezerwatywa, kapturek dopochwowy, pigułka z środkiem plemnikobójczym itp) to od razu jest wrzawa? Ano dlatego, że w kościele katolickim za coś takiego wedle teorii grozi ekskomunika, a samo działanie jest widziane jako aborcja. I katolicyzm jest jedną z niewielu religii na świecie, która tak radykalnie podchodzi do tego tematu. Dlatego też nadal bym się upierał, że to JEST kwestia religii 🙂

    Gdy mowa o edukacji należy sobie zadać pytanie kto tak naprawdę do niej nie dopuszcza. Kto najgłośniej krzyczy o wyrzucaniu jej ze szkół albo o takiej manipulacji programem, by w zasadzie był to przedmiot, który prawie nic nie przekazuje z zakresu seksualności człowieka, ale mocno akcentuje jedynie stronę emocjonalną i wychowanie do życia w rodzinie, w tradycyjnym jej modelu, czyli prokreacja i nic więcej? To właśnie za pytanie o antykoncepcję musiałem stanąć naprzeciwko księdza, który chciał uderzyć moją koleżankę z klasy. Niestety w naszym kraju brak jest przyzwolenia na tego typu edukację ze strony kościelnej, a od 1989 roku każdy rząd stara ugłaskiwać kościół i czyni wiele by kościół mieć za przyjaciela. Tym samym nie ma rzetelnej edukacji w tym względzie, ponieważ musiałby powstać program nauczania. Na to z kolei nie wyraża zgody episkopat. To nie tak, że wszystkiemu winni są producenci. Wiadomości o tym jak działają i czym są środki antykoncepcyje są banalnie dostępne dla każdego. Tylko że tej wiedzy nie ma kto przekazać poza rodzicami. Tu zaś z kolei wychodzi to, że o tych sprawach rodzice z dziećmi nie chcą rozmawiać, bo zrobiono z tego temat tabu. Jaki jest efekt? Taki, że dzieciaki uczą się tego “z netu” i widzą przekłamany, zniekształcony obraz. Udając, że problemu nie ma – powiększamy go. Edukacja seksualna powinna się więc zaczynać na tyle wcześnie, aby to było coś naturalnego, aby były uodpornione na to co widzą w mediach wszelakich i rozumiały, że to nie jest prawdziwy obraz, że to instrumentalne wykorzystywanie w celu osiągnięcia jakichś zysków. Zachowujemy się naprawdę śmiesznie w tym względzie. To tak jak wmawianie małemu dziecku, że istnieje święty Mikołaj. Wiemy, że to nieprawda, ale to dla nas wygodne. Potem przychodzi takie dziecko z przedszkola z płaczem, bo ktoś mu powiedział, że to nieprawda i to rodzice podkładają prezenty. Tylko, że w przypadku braku lub kiepskiej edukacji może się okazać, że przyjdzie nam pociecha powiedzieć, iż będzie rodzicem. Na szkołę w tym zakresie nie ma co liczyć. Udawanie, że problemu nie ma, a nasze dziecko to aniołek, który nie wie nic i żyje w błogiej nieświadomości pod tym kątem oraz nie szuka odpowiedzi na swoje pytania w tym aspekcie to także głupota. Dlatego ja nie martwię się tym w jakim świecie przyjdzie żyć mi czy dziecku za X lat. Po prostu zamiast gadać bezproduktywnie i zamartwiać, działam w tym kierunku na tyle. Pewne rzeczy już napomykam, inne gdzieniegdzie wtrącam lub wyjaśniam. Do tego dużo rozmawiam na najróżniejsze tematy. Nie zamykam się przed dzieckiem, nie bronię przed światem, ale idę obok, by w razie czego podnieść. Nie podkładam poduszek gdy ma upaść i się uderzyć. Wielu mi mówiło, że moje metody wychowawcze są okrutne, bo nie biegam za swoim dzieckiem i nie chronię go. Tylko, czy gdy tak bym robił to nauczyło się by ono czegokolwiek, skoro wszystkie przeszkody się przed nim usuwa? Nie zje ziemi, nie poczuje krwi w ustach z rozbitej wargi po upadku, nie pozna bólu. Dorośnie i zderzy się z życiem… Bardzo mocno. Nie można cały czas chronić go. Od tego ma mieć rozum by umieć dokonać wyboru oraz edukację, by wiedzieć między czym a czym ten wybór jest dokonywany. Jeśli szkoła zawodzi w tym względzie, to na rodzicu spoczywa obowiązek, by te braki uzupełnić i przygotować do wkroczenia w dorosłość. Nawet jeśli będzie to wbrew temu co sądzą inni rodzice na temat tego co i kiedy dziecko powinno wiedzieć.

    Co do gender, to chciałbym wiedzieć czym to jest dla pani. Bo w przestrzeni publicznej krąży bardzo wiele różnych opinii na jegotemat. Takie słowo-wytrych, trochę jak “nowe szaty króla”. Wszyscy o tym mówią, każdy ma jakąś swoją wizję, ale nikt nie przyzna, że nie bardzo wie co to takiego i co naprawdę znaczy, bo wyszedł by na głupca. Dlatego właśnie pytam, bo chcę dowiedzieć czemu jest według pani złe i demoralizujące, w jaki sposób niszczy wolność wypowiedzi i prawa rodziców. Ja mam swoje zdanie na temat tego dlaczego jest ten temat tak pokazywany, ale zanim podzielę chciałbym wiedzieć,czy choć podobnie rozumiemy co się za tym słowem kryje.

    Gdy mowa o naturalnym planowaniu, to jest to sprawa dyskusyjna. Kiedyś w końcu były “babki od spędzenia ciąży”. Że wiedźma? Czarownica? Raczej nie patrzyły na to kobiety. A przecież nie było tabletek dzień po czy nowoczesnej farmakologii. Jedynie metody się zmieniły, ale ludzkie zachowania nie, a znachorki mają tytuły magistrów farmacji. Żeby zaś pokazać o co mi chodzi, niech pani spojrzy na swoje ostatnie zdanie o wyborze i odpowiedzialności. Dlaczego tylko osoba stosująca naturalne metody niby to ta odpowiedzialna? Bo taki jest wydźwięk ostatnich zdań. Przecież takie osoby TAKŻE mogą podjąć decyzję o aborcji, natomiast stosujące sztuczną antykoncepcję decyzję o nie przerywaniu ciąży. Odpowiedzialność i wybór nie są zdeterminowane antykoncepcją ani jej rodzajem. To jest i tak decyzja kobiety ostatecznie. Bywa, że i wbrew partnerowi czy otoczeniu.

    Odpowiedz
  4. Helena

    Jeśli zadziałam intencjonalnie i przeszkodzę w zagnieżdżeniu się ludzkiego zarodka – niszczę życie człowieka, który do dalszego rozwoju potrzebował tych warunków. Mimo, że noworodki umierają z różnych przyczyn, nikt nie stwierdzi, że może odmówić urodzonemu dziecku niezbędnej opieki i nie zostać dzieciobójcą! Czemu? Tylko dlatego, że noworodek jest starszy i ma o 260 dni więcej?
    Tez jestem zdania, że dziecko ma prawo do swoich doświadczeń i do swoich błędów, jeśli tylko pozwolimy ponosić mu ich konsekwencje. Ale od tego ma rodziców, żeby swoim życiem uczyli co dobre, a co złe.
    Przygotowanie do życia w rodzinie ma całkiem sensowną podstawę programową, bo łączy wychowanie z wiedzą, choć sposób jej realizacji często zostawia wiele do zyczenia. Łatwo znaleźć badania, które pokazują, ze jest to dobry wybór programu. W Wielkiej Brytanii, mimo trwającej wiele juz lat edukacji seksualnej i łatwej dostępnosci do antykoncepcji, jest największy odsetek ciąż wśród nieletnich. Tam postawiono niestety tylko na instruktaż.
    Gender, czyli “wyzszość płci kulturowej” nad zdeterminowaną genetycznie, w kazdej komórce ciała, płcią – jest niszczącą ideologią. Zalecenia WHO dot. wprowadzania dzieci w przedszkolach juz od 4-go roku życia w sprawy seksu, masturbacji, dewiacji, co powinno być w tym wieku (ze względu na bardzo indywidualny tok rozwojowy dzieci) dokonywane tylko przez rodziców w integracji z codziennym zyciem. Ciekawość dziecka jest wtedy zwykle czysto intelektualna. Od pytania o penis, czy plemniki (bo akurat usłyszało takie słowo), tym samym tonem dziecko pyta, czemu pada deszcz, albo jak płynie prąd. Bojówki LGBT, stale “cierpiące na brak dyskryminacji”, prowokują ludzi zajętych swoimi sprawami wynaturzonym seksem i usiłują wmówić populacji heteroseksów (czyli ok. 95 % ludzkości), że gejowski styl życia (obciążony HIV/AIDS i wszelkimi in. chorobami przenoszonymi drogą płciową) jest rajem na ziemi. Dla osób o skłonnościach homoseksualnych mam współczucie. Dla działań LGBT mam gniew!

    Odpowiedz
  5. ależ pani bredzi… heteroseksualni nie są obciążeni chorobami przenoszonymi drogą płciową. choroby weneryczne wymyślono znacznie wcześniej niż się pani wydaje. albo ksiądz powiedział.

    Odpowiedz
  6. Pociągnę pani przykład, ale w zupełnie drugą stronę, aby w ten sposób logikę do absurdu doprowadzić. Jeśli zapobiegnę zupełnie zapłodnieniu i komórka jajowa się “zmarnuje” to kobietę można oskarżyć. Podobnie mężczyznę, gdy nastąpi erekcja i ejakulacja (polucje nocne czy cokolwiek tego typu). Zmarnowali bowiem komórki rozrodcze, z których mogło powstać życie/dziecko. Różnica między religiami, a także ich podejściem, polega więc na tym, od którego momentu mówimy o człowieku. Czy od chwili zapłodnienia, czy osadzania się w macicy lub określonego etapu rozwoju. Ale to już nie jest kwestia biologii. W biologii nie każda komórka musi być zapłodniona by rozwinąć się w organizm dorosły. Zjawisko partenogenezy się kłania. Popularne zwłaszcza wśród owadów. Aczkolwiek z tego co kojarzę na ssakach też już prowadzono w związku z nią badania i jest możliwa. Chyba nawet wcześniej niż klonowanie. Tu dochodzimy do pewnej rzeczy, która już umyka. Bronimy tak tylko istot ludzkich. Gdy nie dotyczy to człowieka, ta walka nagle nie ma znaczenia. Tylko dlatego, że uznajemy się za “koronę stworzenia”, ustanowiliśmy wobec siebie odmienne standardy i znajduje to także swoje odbicie w innych aspektach. Proszę przypomnieć sobie co o człowieku mówi Genesis. Konkretnie o zależności człowieka i ziemi oraz zwierząt. Jest tam przecież o poddaństwie. Tym samym religia usankcjonowała pewne myślenie nasze o nas samych. Nie ma równości, jest wyższość. Można powiedzieć, że to od kiedy człowiek jest człowiekiem to bardzo instrumentalna gra. W którym momencie ten organizm wielokomórkowy przestaje nim być i uzyskuje świadomość bycia człowiekiem? I dlaczego innych organizmów nie traktujemy na równi? Czym różni się płód człowieka od prostych organizmów wielokomórkowych, że pierwsze musimy chronić za wszelką cenę, a drugie jest nieistotne? Czy nie stajemy się w tym momencie rasistami? 🙂

    Przecież osoby homoseksualne SĄ częścią LGBT (właściwie LGBTA). Sam skrót o tym mówi Lesbian Gay Bi- Trans- A- sexual. No właśnie… Zwróciła pani uwagę na ostatnią i pomijaną literkę? Asexual… Całe to środowisko zwyczajnie gromadzi osoby o odmiennej seksualności niż tzw. straight. Także te, które zupełnie nie odczuwają pociągu seksualnego. Działania jakie prowadzą to próby zrównania ich prawnie z większością. Na ten moment prawo jest bowiem tak skonstruowane, iż są pozbawieni większości jakie dotyczą par heteroseksualnych. To porównywalne do walki sufrażystek na początku ubiegłego stulecia. One też budziły u współczesnych niesmak, wrogość, niezrozumienie i kontrowersje. Z perspektywy czasu nadal ich działania są niejednoznaczne, ale zwróciły mocno uwagę na prawa kobiet, więc cel osiągnięto. Swoje zrobiła też pierwsza wojna światowa. Akurat znam osoby z tego środowiska i szczerze mówiąc niczym nie różnią od innych osób. Przeszła by pani obok nich na ulicy, nie wiedząc nawet o tym. Część z nich ukrywała przez wiele lat się. Niektórzy ze strachu przed otoczeniem zakładali rodziny. To nie tak, że tego nigdy nie było, pojawiło się znikąd. Było od zawsze, ale tkwiło w ukryciu przed gniewem, linczem innych. Religie z reguły dość surowo się z takimi obchodziły. Wystarczy sobie przypomnieć jak jeszcze 3-4 dekady temu traktowano leworęcznych. Sam przechodziłem “naprawianie” 😉

    Wielka Brytania jest fatalnym przykładem. To co pani bowiem pisze nie w pełni oddaje prawdę. Mieszkałem w tym kraju prawie dwa lata. Wychowanie seksualne jest tam bardzo płytkie i nawet nazwanie tego instruktażem jest mocno na wyrost. To jakie nastolatki mają w głowach mity na tematy seksualne to zwyczajnie poziom dna. Do tego rodziny wyglądają zupełnie inaczej. Rodzice praktycznie nie poświęcający dzieciom czasu, wiecznie zajęci pracą i “gonieniem życia”. Dzieciaki wychowują się same, ze znajomymi. Alkohol i narkotyki są powszechne. Do tego znajomości przypominają strukturę gangu, gdzie na swoją pozycję się “pracuje”. U kobiet to oznacza agresywną postawę na wielu płaszczyznach. Nawet nie to jednak jest problemem. Ten leży w mentalności i poczuciu winy. Bowiem te doprowadziły do wypaczenia poprawności, normalności. Większość z wygody dominuje nad mniejszością, ale poczucie winy za to sprawia, iż przymyka oczy na to gdy owa mniejszość narusza prawa większości bo… to przecież prawa, które służą większości i ta je ustanowiła. Kółko się zamyka. Efekt? Większość nakłada na siebie coraz większe ograniczenia, które sprawiają, iż mniejszości łatwiej je łamać. To równia pochyła, sprężyna, której nakręcanie w końcu sprawi, że mechanizm ulegnie zniszczeniu.

    Podstawa programowa a jej realizacja to dwa różne światy, nie tylko w przypadku edukacji seksualnej. Niech pani spojrzy do innych przedmiotów. Realizacja w wymiarze godzin jakie na to są przeznaczone to mrzonka. Jak można w godzinę lekcyjną przekazać rzetelną wiedzę na określony temat, który obejmować powinien przynajmniej kilka razy tyle czasu by był sensownie wyłożony. Leci się więc “po łebkach” i w zasadzie rzetelność spoczywa na nauczycielu oraz zależy od jego światopoglądu. Dlatego patrzmy nie na teorię ale praktykę. Do tej jest bardzo wiele zastrzeżeń. Spójrzmy kto te zajęcia prowadzi. W większości są to osoby o dość konserwatywnych poglądach, którym nie zależy wcale na uświadomieniu jakimkolwiek poza niezbędnym minimum.

    Gdy mowa o płci zdeterminowanej genetycznie to kim jest hermafrodyta? Dlaczego w części krajów się ich siłowo “upłciawia” na określoną z dwojga? Czy to nie przypomina pani problemu prawo- i leworęczności? Proszę zwrócić uwagę na to, że mózg ma taki ciekawy mechanizm, że im bardziej coś się spycha do podświadomości, wypiera, tym mocniej to na nas wpływa, choć nie zawsze z tego zdajemy sprawę. Może obecna eksplozja wszelkiego rodzaju odmienności to efekt wielopokoleniowego, wielowiekowego wypierania, niszczenia? Naprawdę… Może mieć pani wokół siebie kilkanaście osób związanych z LGBTA i nawet o tym nie wiedzieć. Czemu? Bo nie pasują do pani wyobrażeń. Ja sam nieraz bywałem zaskoczony gdy się dowiadywałem. To co widać na ulicach to ostentacyjnie to okazujący. Czasem nawet nieprawdziwi, ale chcący być na ustach i upatrujący w tym sposób na bycie widocznym, choć naprawdę są heteroseksualni. Parcie na szkło. A owo 95% hetero jest często pokazywane ale jeśli się pani dobrze przyjrzy, to zależnie jak się agreguje odpowiedzi, owo 95% może spaść nagle do 85%, a gdy zapytać, nie o to jako kto się identyfikują, ale czy przykładowo mieli kontakty seksualne z tą samą płcią, to już wyniki zaczynają być “dziwne”. Kwestia tego jakie zadajemy pytania w badaniu. Co zaś do chorób wenerycznych to po prostu nie wiem jak to skomentować. Nawet nasi narodowi bohaterowie umierali na syfilis czy kiłę. Ale dalej sobie wmawiajmy, że heteroseksualność uchroni nas przed czymkolwiek.

    Odpowiedz
    • Helena

      Przepraszam, ale powtarza Pan bzdury (kiedyś ks. bp. Pieronek popisał się tak zmanipulowaną “wiedzą”! Dopiero po zlaniu się jąder komórkowych komórki jajowej i plemnika mamy “nową jakość” – jestem przekonana, że Pan o tym doskonale wie! A takie “mnożenia bytów” służy, moim zdaniem tylko sianiu dezinformacji i własnym mechanizmom obronnym, tu intelektualizowaniu!
      Dalej potem

      Odpowiedz
  7. Nową jakość czego? Genetycznie potrzeba dwóch par 23 chromosomów. Nie jest powiedziane, że obie muszą pochodzić od osobników odmiennej płci, aby proces zaszedł. Z tego co mi wiadomo próby mieszania w komórce żeńskiej jako “pary” materiału genetycznego pochodzącego od innej komórki żeńskiej także przeprowadzano. Usunięcie z komórki żeńskiej materiału genetycznego i wprowadzenie do niej połączonych dwóch męskich materiałów genetycznych także było praktykowane. Bawimy się w ewolucję już od dawna w laboratoriach. Różnica pomiędzy tym co działo się 50 lat temu i obecnie to tylko kwestia nowoczesności sprzętu, aparatury czy procedur. No i w czasie wojen najlepiej oraz najwięcej ich się przeprowadza. Japończycy czy Niemcy w czasie 2 wojny światowej wiele by tu mieli do powiedzenia na ten temat. Żeby jeszcze bardziej całość zagmatwać… Powszechnie myśli się, że materiał genetyczny u człowieka jest unikatowy i charakterystyczny dla niego. Tylko, że to nie do końca prawda. Jeden człowiek może mieć w swoim ciele komórki z odmiennym DNA. To tylko kwestia mutacji. Tę można przeprowadzić na wiele sposobów.

    Odpowiedz
  8. Czy w wyniku podania przeze mnie tych informacji o majstrowaniu przez genetyków przy mieszaniu materiału genetycznego przedstawicieli tej samej płci coś się zmieniło w postrzeganiu tego? Czy informacja o badaniach u ssaków nad partenogenezą też nagle burzy pewne poczucie wyższości naszej unikatowości i bycia “lepszym”? Jak to się dzieje, że gdy autorytet mówi co chce pani usłyszeć to jest ok, ale gdy mówi nie to, nagle “jest zmanipulowany”? 😉 Psychologia… Przykłady tego jak działa nasz mózg i to w co wierzymy jest w miarę zgrabnie oraz przystępnie pokazane w tym filmiku https://www.youtube.com/watch?v=mamFfB5iLBc Warto obejrzeć i zastanowić się na ile sami się oszukujemy. W pani wpisach niektóre z tych mechanizmów już wskazałem. Uważam, że warto się zapoznać, bo wtedy łatwiej zauważyć u siebie te zachowania. Mamy po prostu świadomość ich istnienia już wtedy. To tak jak z erystyką. Możemy używać jej nieświadomie, ale znając pewne zagrania z jej zakresu, łatwiej zdominować rozmowę i “pokonać” dyskutanta w oczach osób stojących z boku, które nie mają świadomości ich użycia. Ja staram się ich nie używać, bo uważam to za pokazanie, iż zależy nam nie na dialogu, ale zwycięstwie w rozmowie. Tymczasem najlepsza jest wtedy, gdy obie strony wychodzą z niej z jakimiś wnioskami, które zmieniają choć trochę postrzeganie danej sprawy. W pani przypadku bardzo mocno da się wyczuć mechanizm absolutu moralnego, który także w tym materiale jest wskazany. Czyli w skrócie można to określić jako “nie, bo nie” czy “tak, bo tak”. A więc wyszukiwanie argumentów tylko po to, by po obaleniu jednego, mieliśmy kolejny, byle nasze ugruntowane przekonanie o czymś nie zostało zachwiane. Myślę, że materiał może się pani spodobać, mimo iż przedstawia go młoda osoba.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.